Tak zakończyła się wyprawa, której wynikiem było złączenie obu plemion i krain pod berłem Czandaury. Kilkanaście pierwszych dni po zwycięstwie poświęcił król zwiedzaniu zdobytych obszarów i zapoznaniu się z nowymi poddanymi.

Pod względem klimatu, fauny, flory i naturalnych bogactw południowa część wyspy mało różniła się od północnej. Tylko konie mieli Czarni o wiele piękniejsze od swoich pobratymców. Obaj biali byli nimi zachwyceni i już w czasie bitwy zdobyli sobie po jednym rasowym okazie.

Pierwszą troską Czandaury po odbyciu podróży okrężnej po nowym terytorium było wyznaczenie namiestnika, który by z jego ramienia rządził południową połacią wyspy. — Na stanowisko to nadawał się najbardziej Atahualpa, lecz ten stanowczo odmówił. Nie chciał rozłączać się z królem.

Czandaura nie nalegał. I jemu ciężko przyszłoby rozstawać się z przyjacielem i jedynym białym człowiekiem na wyspie. Namiestnikiem został Ngahue. Celem ułatwienia szybkiej wymiany myśli między nim a królem i wzajemnego porozumienia się mianował Czandaura swoim odręcznym kurierem Pomarego. Miał on być odtąd stałym łącznikiem między obu połaciami kraju. Dla udostępnienia komunikacji między Południem a Północą postanowił król poprowadzić przez puszczę na południe od łańcucha górskiego szeroki, bity trakt dla pieszych i konnych. Do dzieła zabrano się natychmiast i jeszcze przed powrotem Czandaury do północnej stolicy rozbrzmiały odwieczne bory hukiem toporów i siekier. Wola białego człowieka wdzierała się nieubłaganie w osierdzie lasów i kładła w poprzek jasnym, utartym szlakiem.

Zarządzeniom młodego władcy poddawali się Itonganie bez szemrania; otaczała go podwójna aureola; zwycięskiego wodza i itonguara. Pomruk sprzeciwu odezwał się dopiero wtedy, gdy do oddziałów powracających na Północ wcielił Czandaura spomiędzy Czarnych dwa tysiące najdzielniejszych wojowników. Lecz stanowcza postawa króla i jego żołnierzy uśmierzyła bunt w zarodku i czarni wojownicy potulni jak baranki odmaszerowali w stronę cordillery. W dawnej stolicy Południa prócz Ngahuego pozostało załogą tysiąc świetnie uzbrojonych Jasnych. Na odjezdnym Czandaura pożegnał ich w krótkich, serdecznych słowach, a na pocieszenie obiecał wkrótce odesłać im ich kobiety i dzieci. Wyraził też nadzieję, że za najbliższą wizytą zastanie tu już niejedno młode stadło, powstałe ze skojarzenia się dzielnego wojownika Północy z urodziwą dziewoją Południa. Wreszcie kazał publicznie ogłosić, że granica między obu krajami przestała istnieć i że każdemu dozwolone jest swobodne przejście z jednej strony gór na drugą. Żegnany owacyjnie przez załogę pod dowództwem Ngahuego, Czandaura dosiadł swego siwosza i dał znak do wymarszu. Ruszyli na północ i długo towarzyszyły im spojrzenia pozostałych.

Menhiry87 i wigwam śmierci

Po połączeniu się z oddziałami Izany i Ksingu w przełęczach Czandaura zmienił kierunek marszu i wybrał drogę okrężną, wijącą się dolinami i roztokami wśród turń i krzesanic. Na zmianę ruty wpłynął Huanako, który poradził królowi, by osobiście dokonał ceremonii przebłagania Pele, opiekuńczego bóstwa wulkanu Rotowery. Okazało się bowiem, że oddział braci-błagalników wysłany w tym celu jeszcze przed trzema miesiącami wskutek zdrady Marankagui został napadnięty w górach przez Czarnych i wzięty do niewoli, zanim zdołał wywiązać się ze swego zadania.

Czandaura, powolny życzeniom starca, zawrócił z obranej drogi i teraz pięli się po skalnych gzymsach, otoczeni zewsząd surowym pięknem gór.

Wulkan Rotowera, najbliższy cel ich pielgrzymki, był najwyższym szczytem cordillery. Jego wiecznie śniegiem i lawą pokryty stożek wystrzelał na wysokość 4500 m ponad poziom morza. Wzniesiony w samym środku pasma, bez regli, bez kosodrzewiny, bez mchów, olbrzym nagi i posępny spoglądał z góry na sąsiadów sięgających mu zaledwie do pasa. Ścieżka do ust krateru, trudna i niebezpieczna, zaczynała się na zboczach najbliższej mu turni, okrążała ją trzykrotną spiralą, szła wąskim skalnym gankiem zawieszonym nad przepaścią na wysokości 2000 m i przerzuciwszy się na trzon wulkanu, zmierzała w szerokich skrętach ku jego paszczy.

W godzinach południowych pochód zatrzymał się u stóp góry.