Czandaura z Pomarem, Izaną, Ksingu i Atahualpą wdarli się nań drożyną ledwo widzialną z poziomu roztoki i po trzech godzinach wysiłków stanęli nad czarną jak noc gardzielą wulkanu. Dokoła unosił się ostry zaduch z siarki, smoły i dymu. Czandaura pochylił się nad czeluścią krateru i zatoczył się jak pijany. Trujący oddech Rotowery palił i dławił. Izana wydobył z tajstry myśliwskiej dwie złote monety i podał królowi. Czandaura położył je sobie na dłoni i podziwiał subtelność wizerunku głowy wybitego na rewersie. Był to owal jakiegoś indyjskiego kacyka. Pieniądz był ważki i znać ze szczerego metalu.

— Skąd macie te monety? — zapytał Izanę.

— Odziedziczyliśmy po przodkach naszych, którzy znaleźli je w urnach odkrytych w jednej z pieczar nadmorskich po wschodniej stronie wyspy. Jest ich już niewiele. Przechowują je arcykapłani nasi w świątyni Oro i wydają po dwie tylko w chwilach gniewu bogini Pele, gdy domaga się od nas haraczu.

— Hm — mruknął Czandaura i zakrył dłonią usta, na które wybiegł mimowolny uśmiech. — Więc to tak. — Will — zwrócił się do Atahualpy — czy znasz te pieniądze?

Peterson wziął do ręki, zważył na dłoni, zbadał z obu stron i zaopiniował:

— Wyglądają na stare monety peruwiańskie z czasów szlachetnych Inków. Podobne posiadał w swoich zbiorach Ralph Hulston, szyper z Punta Arenas, stary wyga, który za młodu polował po morzach na własną rękę i nieraz bywał w zatargu z policją. Złoto solidne, pierwszej klasy.

— Ale jak dostały się na wyspę?

— Pewnie w czasie wędrówek plemion. Zresztą może jacyś korsarze ukryli wraz z innymi łupami i te pieniądze w skałach nadbrzeżnych. Jestem przekonany, że w ciągu wieków zaglądali tu nieraz awanturnicy hiszpańscy i pozostawiali po sobie ślad w niektórych zwrotach i wyrażeniach. Kto wie, czy podanie o bogu Tane-Mahuta, który miał zapłodnić jedną z tutejszych kobiet i stać się protoplastą rodziny królewskiej, nie jest zręcznym zamaskowaniem rzeczywistego, lubo mniej cudownego zdarzenia.

Rozmowa białych prowadzona po angielsku wydała się Izanie trochę za długa i nieodpowiednia w tym miejscu i w tej chwili. Z odcieniem zniecierpliwienia przypomniał królowi właściwy cel, w którym tu przybył.

— Gdy wyciągnę rękę ku ustom Rotowery — pouczał króla — wtedy zapłacisz haracz bogini.