— Teraz musisz mnie wziąć w obronę przed boginią Pele. Złamałam śluby. Zbezcześciłam jej chram.
Wziął ją na ręce jak dziecko i obsypując pocałunkami, obnosił po świątyni.
— To, co dla mnie uczyniłaś, biorę na siebie — uspokajał, kołysząc ją w ramionach. — Wyzwolę nas oboje spod praw tej ziemi. Bo czuję, że i twoja dusza jest mieszkanką innych lądów, innych krain, że i ty buntowałaś się nieraz przeciw temu, co ci narzuciło życie.
— Mój Mądry, mój Mocny, mój Król! — szeptała w upojeniu.
Mijały chwile, upływały godziny i odchodziły w dal niepowrotnie. Zeszedł księżyc, zajrzał do świątyni, obrzucił kochanków łaską blasków, skrył się za murem, zaglądnął znów do wnętrza przez drugie okno, uśmiechnął się i przepadł za filarem.
Rumi usnęła Czandaurze na rękach. Dotknął wargami raz jeszcze ust jej rozchylonych jak płatki lorantu i lekko złożył ją na posłaniu. Zakrył sobie twarz połą poncha i cicho wymknął się z chramu na ścieżkę po tamtej stronie.
Była północ i księżyc wędrował wysoko po niebie. Król zwolnił kroku i szedł, przeżywając powtórnie chwile upojenia. Miłość Rumi szumiała w nim jak wino. Słyszał szept jej, nieśmiało domagający się pieszczot, czuł wstydliwe dotknięcia jej palców. Umiała kochać ta półdzika seniorita! Mantillę koronkową zarzucić jej na głowę, złoty grzebień i różę wpiąć we włosy i wachlarz dać do ręki — niech króluje najpiękniejsza z Kreolek przy dźwiękach gitar i mandolin w tanecznych skrętach habanery. Pampera88 stepowa!
Pijany szczęściem król nie spostrzegł się nawet, jak wyszedł z gąszczu akacji i błądził wybrzeżem wśród skał. Dopiero chlust fali, co obryzgała mu twarz wrzątkiem piany, obudził go z marzeń. Podniósł głowę i rozejrzał się. Po prawej ocean docierał mu do stóp zalotami podplusków, naprzeciw sterczał blok skalny z płaską platformą szczytową, po lewej czerniał pandanowy bór. W tę stronę zawrócił Czandaura. Nie uszedł dziesięciu kroków, gdy zatrzymały go na miejscu dwa niemal równocześnie, ostro w ciszy nocnej brzmiące głosy:
— Kto idzie?
— Czandaura, król — odpowiedział i spostrzegł, że stoi przed wigwamem śmierci.