Chociaż Peterson uważał całe to nocne zajście za wynik rozstrojonych nerwów Itobi i traktował rzecz jako przemijający wybuch, mimo to nazajutrz opowiedział wszystko Gniewoszowi. Wiadomość zaniepokoiła króla poważnie.
— Muszę natychmiast ostrzec Rumi przed grożącym jej niebezpieczeństwem.
— Po co ją niepotrzebnie przerażać? Itobi uspokoi się i o wszystkim zapomni — próbował oponować kapitan.
— Nie będę tak lekkomyślny, Will. Nie znasz dobrze jeszcze mieszkańców tej wyspy. Na punkcie snu i jego realizacji są fanatykami. Chyba nigdy nie słyszałeś, do czego są zdolni w tym względzie. Opowiadał mi raz Izana następującą, charakterystyczną, z życia wyspiarzy wziętą historię.
Pewnego razu śniło się jakiemuś Itonganowi, że widzi porą zimową dwunastu swych współbraci zanurzających sic w przeręblę na stawie i wychodzących po pewnym czasie spod skorupy lodowej drugą, opodal wyrąbaną przeręblą. Śniarz zapamiętał ich sobie i po przebudzeniu opowiedział kolejno każdemu z dwunastu swą wizję senną. I wiesz, co się stało?... Tych dwunastu półgłówków czekało cierpliwie nadejścia pory zimowej, a gdy temperatura na dolinach odpowiednio obniżyła się. poszli w góry, między wirchy i turnie, i tutaj, upatrzywszy sobie zamarznięty staw, wyrąbali w nim dwie przeręble. Jedenastu fanatykom udało się bez szwanku przepłynąć pod powierzchnią lodową i wypłynąć na wierzch przez drugi otwór, lecz ostatni, dwunasty, zatonął, przepłacając życiem realizację snu. Tacy to już oni. Na to nie ma rady. Twoja Itobi nie wyzwoliła się z przesądów przodków i jest nieodrodną córką swego plemienia. Proszę cię, Will, pilnuj jej i nie puszczaj samopas, o ile to możliwe. Boję się bardzo o Rumi. To nie żarty.
— Zrobię, co będzie w mojej mocy. Z tego, co usłyszałem, widzę, że wszystko możliwe. Niech diabli wezmą te ich zabobony! — I to takie przyjaciółki!...
Rumi, ostrzeżona przez króla, przestała odwiedzać Itobi i nie rozstawała się z krótkim a szerokim sztyletem, który zatknęła za pas swej kapłańskiej szaty. Na Itobi spoczęło odtąd czujne i podejrzliwe oko Czandaury; drżąc o życie ukochanej, król otoczył żonę przyjaciela niewidzialnymi strażnikami, którzy śledzili każdy jej ruch i towarzyszyli z daleka niemal bez przerwy. Najwięcej cierpiał nad tym Atahualpa, bo pożycie z żoną uległo w tym czasie fatalnym przemianom. Itobi stała się opryskliwą i złą, spoglądała ponuro i widocznym było, że zamiaru swego nie zaniechała. Wychudła od toczącej się w niej walki, błąkała się bezczynnie z kąta w kąt po mężowskim toldzie. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień, zwłaszcza gdy zauważyła, że ją śledzą i że ograniczono znacznie swobodę jej ruchów. Obudził się w niej upór i bunt. Chęć zrealizowania woli bóstwa stała się monomanią. Nieraz zastawał ją mąż przy ostrzeniu noża.
Aż w którąś burzliwą, jesienną noc, gdy zjuszony orkanami ocean wypuszczał na brzeg całe tabuny grzywaczy, Peterson zbudzony uderzeniem pioruna spostrzegł, że nie ma Itobi obok niego w łożu. Przeczuwając coś złego, zapalił latarkę i zarzuciwszy na ramiona opończę, wybiegł z domu. Instynkt skierował go ku świątyni Pele. W bramie chramu spotkał się z Gniewoszem. Spojrzeli na siebie zdumieni.
— Co tu robisz, Will? Itobi śpi?