Tchnąca marzeniem w ciszy i woni głębokiej.

Na srebrnym niebie gasły różowe obłoki,

Błękitny zmierzch zapadał i byliśmy smutni.

Stanęliśmy w zadumie u krat starej wrótni,

Patrząc w tajemne mrokiem ogrodu głębiny,

Stworzone zda się, aby wśród nich snuć godziny

Szczęścia w niezmąconej i jasnej miłości.

Wszystko zdało się czekać żądnych ciszy gości,

Tu nam ściganym trwogą zdawała się schrona...

Wzruszenie odebrało mu głos. Umilkł. Wtedy Krystyna przytuliwszy głowę do jego piersi dokończyła: