Gniewosz zwrócił list i spojrzał w jej oczy wyczekująco.

— Za tydzień odjeżdżam do Australii — oświadczyła cicho, lecz stanowczo. — I zdaje się, więcej do kraju nie wrócę.

Głęboka bruzda rozorała czoło inżyniera.

— A co będzie ze mną? — poskarżył się jak dziecko. — Ja dziś już bez pani żyć nie potrafię.

Jasne blaski zagrały w jej oczach. Ujęła mocno w swe dłonie jego ręce.

— A ona? A Krystyna?

— Czczę ją jak świętą, a panią kocham, Ludwiko.

— Więc pojedzie pan ze mną. Znajdzie pan zajęcie jako inżynier w kopalniach mego ojca. Cóż? Zgoda?

Patrzył na nią olśniony od szczęścia.

— Nie mogę uwierzyć temu, co słyszę.