— Czemuż nie raczysz odpowiedzieć na pytanie, kochany inżynierze? — usłyszał znów tuż obok wyraźny głos Petersona.

Odwrócił się w pół ciała i spostrzegł w odległości jednego metra od siebie wystające z wody głowę i tors kapitana.

— To pan, kapitanie Peterson? — zapytał, by upewnić się o realności obrazu.

— Ależ tak, we własnej osobie — zapewnił towarzysz niedoli. — Jak się pan czujesz?

— Głowa mi pęka od bólu. Gdzie jesteśmy i jak długo już unoszą nas fale?

— W każdym razie na wodach Pacyfiku, w skrajnej pustyni wodnej. Co do czasu, wedle moich orientacji przebujaliśmy na fali jedno popołudnie, całą noc i ranek aż do chwili obecnej.

— Więc „Conqueror” zatonął wczoraj?

— O ile mnie rachuby nie mylą, tak.

Zapadło na chwilę milczenie.

— Czy to pan, kapitanie, przywiązałeś mnie do bariery tego mostku? — podjął rozmowę Gniewosz.