— A skąd pewność — zagadnął Peterson — że w sercu wielkiego króla nie kryje się wąż zdrady? Kto nam zaręczy bezpieczeństwo?

Izana spochmurniał.

— Atalanga stanąć ma niebawem przed obliczem najwyższego Atmy i zdać sprawę z ziemskiej wędrówki. Kłamstwo nie może przejść przez usta władcy. Widział was obu duchem wpierw, zanim stanęliście w kręgu naszych spojrzeń. Wiedzieliśmy od wczoraj, że przyjdziecie, i dziś wyszliśmy wam na spotkanie. Bądź rozsądny, biały człowieku.

Peterson spojrzał na Gniewosza.

— Kpi czy o drogę pyta? — zagadnął po angielsku.

— Nie wiem, o co idzie — odpowiedział inżynier. — Nie rozumiałem ani słowa.

Kapitan uderzył się ręką w czoło.

— Co za bałwan ze mnie! Że też o tym nie pomyślałem. Sądzę, że należy im uwierzyć na słowo i pozwolić zaprowadzić się do azylu, o którym wspomniał. Zresztą nie mamy innej drogi do wyboru. Upadam z głodu i wyczerpania.

Gniewosz przyjął decyzję apatycznie:

— Jak pan uważa, kapitanie.