Podczas pobytu mego w Bauombe dowiedziałem się, iż prowadzi stamtąd droga przez Ndo do Befarenganyów również, kierunek zaś z Kange do Bakundu jest z początku ten sam jak do Bauombe; dopiero za Eliki rozdziela się wspólna ścieżka. Dano więc znak do odwrotu, a sądząc, że idziemy do Bakundu, karawana ruszyła chętnie w drogę. Powolność ta jednakże zmieniła się, gdy przy rozejściu się ścieżek kazano im pójść na lewo, zamiast oczekiwanej wschodniej ścieżki, prowadzącej do Bakundu. Wtedy tragarze rzucili się do ucieczki, lecz ocalił położenie wymierzony rewolwer i stanowcze oświadczenie, że „każdy, który zejdzie z drogi, dostanie kulą w łeb, gdyż pozostawiając nas samych w gąszczu, narażają nas na pewną zgubę”. Pierwszego grudnia przybyliśmy szczęśliwie do Banombe. Rozpuszczono zdemoralizowaną bakundyjską karawanę i weszliśmy w układy z kacykiem tej osady, by nam dostarczył ludzi do nowej próby dotarcia przez Ndo do Basseng, stolicy Befarenganyów, lecz i te usiłowania miały być próżne. Mokończycy wszędzie stali nam w drodze, Massango już był uprzedził wszystkich Balungczyków, by zamknąć dla nas rzekę Mungo, okrzykując wszędzie, że raukara (biały) zszedł się z królem Befarenganyów, że ich pobito jednakie w Mokonii i że ciągnie z ogromnymi swymi „skarbami” inną drogą do nich, przez co wydrze handel pośredniczący z rąk Balungczyków i innych bliższych plemion. Pomiędzy innymi natarli Balungczycy również na króla Nambeleh i jego kacyków, żądając, aby wstrzymali białych od wyruszenia do Befarenganyów, i oświadczając, że jeżeli „oni” (biali) zostaliby zabici, wina wraz z jej skutkami spadnie na Bakundu. W mieście więc króla Nambeleh, nieodznaczającego się w ogóle wielką odwagą, zapanował postrach wielki, toteż 5 grudnia, gdyśmy już prawie ukończyli umowę z kacykiem co do nowych tragarzy, zjawia się nagle poselstwo z Bakundu, przynosząc list, który zachowałem jako jeden z najciekawszych dokumentów tego rodzaju. Był to list trzech kacyków bakundyjskich, dyktowany Richardsonowi, a podpisany przez samych kacyków. Podaję go tu w dosłownym tłumaczeniu:
Mr. S. S. Rogoziński
Bakundu, Dec. 6, 1883
Kochany Panie!
Jestem proszony o napisanie do Pana listu nie od siebie, lecz dla trzech kacyków, listu, do którego nadzwyczaj wiele przywiązują znaczenia.
Otóż zaczynam:
Panie!
Widzieliśmy mężów z Balungi, tych z dołu i tych z góry, co handlują z Befarenganyami. I jedni, i drudzy przyszli nam powiedzieć, iż jeżeli zezwolimy na to, aby „biały człowiek” poszedł do Ndo, wtedy Bakandu będzie odpowiadało za nieszczęście, jakie z tego wyniknie, gdyby on był zabity lub ktokolwiek z jego drużyny. Plemię Balungi mówi: „My czynimy plemię Bakundu odpowiedzialnym za to, w nieobecności króla Bella, iż ono prowadzi »białego człowieka« do dalekiego kraju”. Dlatego my się boimy i mówimy do ciebie: wracaj do Bakundu!
A jeżeli otrzymasz ludzi z Bauombe do niesienia twoich pakunków, płać ich tylko tytoniem, nie materiami.
Wracaj! Złego i nieszczęścia wiele jest przed tobą.