Świeżego jej widoku jednakże znieść nie byliśmy w stanie, za wiele zabrała ta ziemia, więc powierzywszy dom czasowej pieczy oswojonych znów z zajściem krajowców, wyruszyliśmy tą samą łodzią żaglową do Gabonu i na rzekę Remboe, by nie mieć czasu rozmyślać nad tym, co się stało!

Pobyt nasz w Gabonie trwał około trzech tygodni. Użyliśmy czasu tego na gromadzenie zbiorów etnograficznych i antropologicznych, które następnie wysłane zostały do Krakowa, a przy pracy, przy serdecznej gościnności Francuzów i przy ekskursjach, na rzekę Kemboe odbytych w celu poznania ludożerczego plemienia Pahuanów, zaczęły się umysły nasze oswajać z ciężką stratą, jakąśmy ponieśli, i 14 lipca powróciliśmy na osieroconą stację Mondoleh.

Tu rozpoczyna się ustęp czasu gorączkowych zajść, które trwały prawie rok cały, a które niedawno tyle narobiły wrzawy w świecie politycznym. Chcę mówić o zaborach kolonialnych niemieckich, podczas których cała Zatoka Biafryjska106 znajdowała się w pewnym stanie rozgorączkowania, a które i nas z cichą naszą stacją Mondoleh nie pozostawiły w pokoju.

Zaledwie powróciliśmy do zatoki Ambas, gdy doniesiono nam, że na Rzekę Kameruńską przybyły niemieckie okręty w celu ogłoszenia protektoratu państwa niemieckiego nad rzeką Kamerunu; w Bimbii nawet delegaci niemieccy już sobie kazali odstąpić przez krajowców zwierzchnictwo nad krajem.

Wieść ta była dla wszystkich nieoczekiwana, dla nas zaś w najwyższym stopniu niepożądana. Krajowcy albowiem południowego skłonu Gór Kameruńskich już od pewnego czasu zżyli się z nami, a kacykowie nadbrzeżni niejednokrotnie przychodzili na stację Mondoleh wraz z góralami, prosząc, abyśmy załatwiali wzajemne ich spory, w końcu zaś zaufanie ich posunęło się tak daleko, że główny kacyk, a mianowicie król Jerzy z Boty oddał rządy nad swym krajem w moje ręce, wkrótce zaś poszli za nim i inni sąsiedni kacykowie. Nabyłem równocześnie własność ziemską owych klanów, posiadając takim sposobem i ziemię, i rządy nad krajowcami takowej. Zabór więc przez Niemców sąsiedniej Bimbii i Rzeki Kameruńskiej zapowiadał zakłócenie spokoju w tym nowym naszym kraiku, gdyż ani na chwilę nie wątpiłem, że pokończywszy z Kamerunem i Bimbią, komisarz niemiecki, dr Nachtigal107, posunie się również na zachód ku pięknym naszym górom, biorąc je nolens volens108 — otwarcie, czy podstępem — pod protektorat niemiecki.

Obiektywnie sądziłem, że nie będzie to dobre dla kraju, który w pełnym zaufaniu oddał się nam, gdyż znane były mi dostatecznie gwałtowność, krętactwo i niejednokrotnie poznana brutalność względem krajowców niemieckiej faktorii w Kamerunie, przez którą działał głównie komisarz ks. Bismarcka109, subiektywnie zaś nie miałem żadnych inklinacji110 rzucić się w ramiona tych, których uściski poznajemy dostatecznie codziennie w Europie. Toteż gdy dnia 10 sierpnia (1884) okręt wojenny angielski „Forward” podniósł flagę Wielkiej Brytanii ponad Victorią, krajem dzielącym naszą Botę od już niemieckiej Bimbii, oświadczyłem chętnie angielskiemu komendantowi, że gdyby rząd Jej Królewskiej Mości pragnął objawić swój protektorat nad naszymi terenami, nie byłbym bynajmniej temu przeciwny. Komendant i oficerowie okrętu obiadowali dnia tego u nas na stacji Mondoleh, a p. Furlonger, komendant, chwycił się skwapliwie mego oświadczenia, zapytując, czybym nie zechciał przesłać moje oświadczenie piśmiennie angielskiemu pełnomocnikowi do Bonny, dokąd „Forward” odpływała, a nadto czybym nie był skłonny do otrzymania dla nich podobnych protektoratów na dalszym ciągu linii brzegowej gór, tj. między Bota a Rio del Rey. Co do pierwszej części zapytania odparłem zaraz potwierdzająco i pod datą 15 sierpnia wysłałem odpowiedni list111 do angielskiego konsula p. Hewetta, co do drugiej zaś zauważyłem p. Furlongerowi, że dla zajęcia owego brzegu potrzeba jednej rzeczy jedynie, tj. pośpiechu, gdyż niemieckie okręty, skończywszy z Kamerunem, prawdopodobnie czasu tracić nie będą. Dodałem jednakże, że jeżeli angielscy delegaci zjawią się dość wcześnie, chętnie popłynę z nimi i użyję swego wpływu między krajowcami dla osiągnięcia angielskiego protektoratu nad krajami, o których mowa, tj. leżącymi pomiędzy Bota a Rio del Rey. Było to albowiem moim przekonaniem (zapatrując się z punktu widzenia krajowców i mając jako reprezentant części takowych ich dobro na oku), że pod protektoratem angielskim będą wolniejsi i szczęśliwsi niż pod ewentualnym niemieckim. Oprócz tego doznawałem często współdziałania i oznak przyjaźni ze strony angielskich komendantów, podczas gdy od niemieckiej faktorii w Kamerunie, z inicjatywy której zatknięty został sztandar niemiecki nad ową rzeką, doznaliśmy wszystkiego oprócz poczciwości i przyjaźni.

Dnia 25 sierpnia zjawiła się kanonierka „Forward” powtórnie w zatoce Ambas. Komendant Furlonger podążył zaraz na stację Mondoleh, przybywając z pełnomocnictwem do zawarcia z nami traktatu o Botę i chcąc prosić o obiecaną pomoc do zawarcia następnych. Nie zastał mnie jednakże wtedy na stacji, byłem albowiem w Fernando Poo, podniósł więc zaraz kotwicę na nowo i podążył za mną wraz z swym okrętem do tegoż miejsca, objaśniając, w jakim celu przybył, i zapytując, kiedy będę mógł udać się na okręt, by rozpocząć ową dyplomatyczną misję. Wyruszyliśmy zaraz, tj. tego samego wieczora, i dn. 28 sierpnia podpisałem traktat, mocą którego nasza Bota stanęła pod angielskim protektoratem.

Traktat ów — przechowany w oryginale — brzmiał, jak następuje:

Traktat preliminaryjny z p. S. S. Rogozińskim i Królem i Kacykiem Boty112.

(Podpisany w Bocie)