Ponieważ kanonierka czekała w zatoce Ambas, a list dający pożądane informacje byłoby niebezpieczne przesłać przez posłańca, przeto ruszyliśmy sami nazad do Victorii i na pokładzie kanonierki napisałem odpowiedź, wzywając pana White do Victorii.

Podczas tego pobytu naszego w górach niemiecki okręt wojenny zajął niewielki punkt — mniej więcej dwie mile — linii brzegowej pomiędzy naszym miasteczkiem Bubinde a przylądkiem Limboh. Punkt ten nazywał się Mukundange, a nie mógł być zajęty podczas krzyżowania128 tu angielskiej kanonierki „Forward”, ponieważ wtedy krajowcy z przyczyny wojny znajdowali się w gąszczach. To było główną przyczyną, dla której wzywałem konsula. P. Harold White przybył też dnia 4 lutego na małym parowczyku, a równocześnie niemiecka korweta „Bismarck” stanęła przy Mukundange. Angielski konsul objął uzyskane przez nas traktaty, a dla zaprowadzenia porządku i władzy w rozszerzonej teraz znacznie kolonii Victorii objął równocześnie ster takowej. Ponieważ jednakże musiał z przyczyny licznych innych spraw być prawie zawsze w niej nieobecny, poprosił mnie o tymczasowe przyjęcie władzy jego jako głowy kolonii z tytułem Acting Chief Civil Commissioner, dodając mi do dyspozycji i pomocy Radę złożoną z pięciu obywateli Victorii pod przywództwem wspomnianego już p. Brew.

Tymczasem rozgniewały osiągnięte przez nas rezultaty władze niemieckie na Rzece Kameruńskiej do takiego stopnia, że komendant korwety „Bismarck” przysłał mi oficjalne oświadczenie, że zostałbym uwięziony przez władze niemieckie, jeśliby mnie spotkano na niemieckim terytorium, a dnia 6 lutego ten sam komendant wystosował do konsula Harolda White zapytanie, czyby ten ostatni uważał za swój obowiązek protegowania129 mnie, w razie gdyby siła zbrojna niemiecka wylądowała w Victorii lub w Mondoleh (tj. na angielskim gruncie) w celu uwięzienia mnie, twierdząc, że niejednokrotnie uprzedziłem i pokrzyżowałem ich zamiary i jestem dla niemieckich władz niezmiernie niedogodny. Mimo formalnego protestu zdziwionego oryginalnym tym żądaniem angielskiego konsula powtarzał komendant niemiecki takowe jeszcze kilkakrotnie, a do Europy doniesiono nawet pogłoskę znad Rzeki Kameruńskiej, że chęci komendanta Karchera130 spełnione zostały. Była to jednakże pogłoska, niemająca żadnej podstawy. Angielski konsul odpłynął znów z Victorii, niemiecka korweta zaś stała wciąż przy Mukundange. Wreszcie dnia 12 lutego, gdy towarzysz mój Janikowski wracał z nadbrzeżnego miasta Batoki do Victorii w krajowym czółnie i bez wszelkiej broni, popłynęły nagle za nim trzy szalupy niemieckiej korwety, napełnione wojskiem i zaopatrzone każda w jedną armatę. Szalupy rozpoczęły ogień karabinowy na Janikowskiego, a gdy czółno jego mimo to płynęło spokojnie naprzód, wtedy otworzono ogień z korwety. Zdumiony Janikowski, który sądził z początku, że to ćwiczenia w niefortunnym wybrane kierunku, kazał swej załodze przestać wiosłować, gdy zaś pociski okrętowego działa padać zaczęły tuż koło głów załogi, takowa rzuciła się do morza, wstrzymaną zaś pirogę otoczyły łodzie niemieckie i dowodzący z oficerów uwięził Janikowskiego, twierdząc, że to Rogoziński.

Gdy przed wieczorem dopiero poznano pomyłkę, przeproszono mego towarzysza najspokojniej i oficer niemiecki odwiózł go na stację Mondoleh, gdzie oczekiwałem go z niepokojem i gubiąc się na próżno w domysłach, na jakiej podstawie odbyło się to krzyczące gwałcenie wszelkich praw międzynarodowych i ogólnie ludzkich.

Taki był przebieg owych spraw kameruńskich w głównych ich zarysach i w streszczeniu o ile możności obiektywnym.

Widząc, ile złej krwi sprawiło u władz niemieckich pomaganie me angielskiemu konsulowi, a które podjąłem w dobrej wierze ulżenia mu w pracy, wiedząc, że był chory, i wiedząc, że było to zgodne z życzeniami naszych krajowców, poznawszy także, jak fałszywie przedstawiono te zajścia w Europie, gdzie znajdowały się tylko przesadzone i przekręcone sprawozdania niemieckie reportera p. Zöllera, podczas gdy z angielskiej strony nikt rzeczy nie przedstawiał, wyjaśniłem sam opisane zajścia w liście pisanym w kwietniu (1885) do Lorda Randolfa Churchilla131 w Londynie, a równocześnie usunąłem się od wszelkiej dalszej działalności w tym kierunku. Oczekując chwili powrotu do Europy, powróciliśmy do naszej pracy naukowej, do obserwacji i porządkowania zgromadzonych notatek i zbiorów.

Skończyłem przebieg naszej podróży. Równocześnie z tym jej niniejszym streszczeniem zestawiają się sprawozdania naukowe dla Akademii Umiejętności132, a potem do dalszej wyruszymy pracy pod równik. Walka naukowa jest jedyną walką, jaką prowadzić możemy w naszym kraju, i w każdej gałęzi pożytek przynieść ona mu może. W tej podróży ponieśliśmy niejedną ofiarę, którymi okupione są skromne nasze rezultaty. Ofiary te nas nie zrażą, owszem, przeciwnie — poznaliśmy obszerne pole pracy naukowej w owych stronach, a czując do nich powołanie, żadnym słowem zniechęcającym zrazić się nie damy. „Per aspera ad astra133 była i będzie naszą dewizą — a może uda nam się dalej przysporzyć ziomkom tego, co nam potrzeba, nie ofiar i męczenników, których ma kraj nasz dość — lecz pozytywnych rezultatów.

Przypisy:

1. ekwatorialny — równikowy. [przypis edytorski]

2. Złoty Brzeg — Złote Wybrzeże, kolonia brytyjska nad Zatoką Gwinejską, utworzona w 1821, w 1957 uzyskała niepodległość i zmieniła nazwę na Ghana. [przypis edytorski]