Dzięki Bogu przełożono ster dość wcześnie, zmieniono sternika i znów uspokoiło się na pokładzie, osoby wolne od czuwania powróciły w objęcia snu. Odtąd jednakże miałem czujniejsze oko na olbrzymiego Guedau.
Przez dnie następne nawiedzały nas często pirogi murzyńskie przybywające do bortu. Zwykle podawano im linę z pokładu, której się czepiali, płynąc przez jaki kwadrans w taki sposób razem z okrętem, a przez ten czas jeden z czarnych przybywał na pokład z kurą, rybami lub pękiem plantanów286 lub bananów, by je zamienić na suchary, wódkę lub tytoń. Każdy z nich umiał choć kilka słów po angielsku, jakkolwiek byliśmy u wybrzeży, które Francuzi uważają za swoje. W ogóle językami cywilizowanej Afryki, tj. językami pośredniczącymi między Europejczykami a krajowcami są przeważnie angielski lub portugalski, częstokroć nawet w koloniach należących do innych narodowości, jak np. tu. Sprawiają to liczne angielskie okręty i parowce, które wyłącznie prawie (w ostatnim czasie konkuruje z nimi kilka niemieckich) zaopatrują punkty brzegowe w potrzeby i łączą je ze światem cywilizowanym. Portugalczycy zaś w pewnych częściach — dalej na południe — zbyt dawno kraj w ręku swym mieli, by nie nadać mu swego języka.
Mają oni też swą linię parowców, która nawet jest najszybszą komunikacją między Lizboną, Maderą, Wyspami Zielonego Przylądka, São Tomé i Loandą287. Francuskie pakboty kursują tylko do Senegalu, cała zaś przestrzeń północna Zatoki Gwinejskiej przyjmuje i wysyła przez dwa towarzystwa angielskie: British and African Steam Navigation Company i African Steam Shipp-Company, kursujące z Liverpoolu. W nowszych czasach kursują z Hamburga niemieckie parowce — dla pasażerów zresztą bardzo niewygodne — lecz wpływ angielskich za dawny i stosunek liczbowy za nierówny, by ostatnie mogły aklimatyzować swój język. Najczęściej więc faktorie angielskie czy nieangielskie na wolnym lub państwa jakiego brzegu używają języka angielskiego lub portugalskiego do porozumienia się z czarnym. Prawda, że to rodzaj angielszczyzny, której i Anglicy, dopiero przybywając na brzeg afrykański, uczyć się muszą. Dla znających język angielski podam tu kilka próbek, tak np.: „jou save (czyt. podług wymowy polskiej: sawe) dem palaver?” zamiast: „you know that queston?”, dalej: „jou be man for dem town?” zamiast: „you are from this town”, albo: „he go chop’em”, zamiast: „he will eat it”.
Oto główny charakter żargonu brzegowego, który Anglicy nazwali Nigger-English. Każda miejscowość z osobna zaś dodaje do tego swe indywidualne dodatki, co sprawia, że przybywający świeżo Anglik nawet nie rozumie z początku mówiącego doń „po angielsku” Murzyna.
Francuzi starają się konkurować co do wpływu swego języka, lecz dotychczas osięgli to tylko częściowo w Senegalu i Gabonie, nie może też być inaczej, jeżeli zważymy, że nawet kolonia Gabon, od dawna francuska posiadłość, do dziś dnia nie jest połączona linią własną z metropolią: pomiędzy Europą a Gabonem pośredniczą parowce angielskie, portugalskie i niemieckie.
Lecz otóż zbliżamy się do Assini. O kilka mil na wschód od ujścia rzeki tegoż imienia zauważamy trzy drewniane domki — to wszystko, co posiada brzeg ten ze śladów życia Europy — trzy faktorie: dwie angielskie i jedna francuska. Ale gdzież forty Joinville i Nemours, o których głosi mapa? Nie ma żadnych fortów, nawet ślady porosły lasem, a dziś oprócz jednego Francuza, kupca, pana Boy, agenta francuskiej faktorii nie ma tu żadnej białej francuskiej narodowości. Dziś Assini przedstawia brzeg zarośnięty lasem dziewiczym, a wśród którego trzy faktorie zamieniają europejskie towary na pepity288 lub piasek złota rodzimego i olej palmowy.
Kiedyś jednak było tu inaczej! Po zajęciu kraju w 1842 r. przez Bouet-Villaumera urządzono tu koszary i forty, utrzymywano komendanta kraju z dość licznym sztabem i garnizonem, lecz kraj to niski, brzeg piaszczysty, tu i ówdzie rozpościerają się bagna, barra także przedstawia trudności przy wyładowywaniu — więc kolonia się nie podnosiła, przeciwnie, upadała. Po nieszczęśliwej więc dla Francji wojnie 1870–71289 zwinęła rzeczpospolita forty i koszary, odwołała komendanta i garnizon, a miejsce pozostało na opatrzności krajowców, Francja zaś tylko zagwarantowała sobie prawo zwierzchnictwa nad Assini i Grand Bassamem. Nic więc dziwnego, że po 12 latach tropikalna przyroda nie pozostawiła i śladu fortów, koszar lub w ogóle mieszkań europejskich.
Słońce już zbliżało się do horyzontu, gdyśmy stanęli na kotwicy. Na morzu stał tu niewielki żaglowiec domu Verdier „Pandora” pod flagą francuską, a na pokładzie jej powstał huczny okrzyk „hurra!”, gdy spostrzegli znajomego im pana Bretignéra.
Jak większa część okrętów w tych stronach miała „Pandora” czarną załogę oprócz kapitana i botsmana.
Podnieśliśmy sygnał stosujący się do francuskiej faktorii: „Avez vous une embarcation disponible?”290 i wkrótce widzieliśmy odbijającą od bortu „Pandory” szalupę, która przybyła po nas, porozumiawszy się z faktorią. Powierzyłem więc „Łucję” pieczy kapitana Boutes i przyjmując teraz zaproszenie naszych gości przybywających w swoje progi, siedliśmy do silnej baleniery291 i podążyli ku lądowi. Lecz kto w Assini chce wstąpić na ląd, ten musi wziąć los na loterię, jaką tam trzyma od wieków Neptun, to jest zgodzić się na 50% prawdopodobieństwa, że szczęśliwie nie przepłynie przez barrę i że zostanie wyłowiony na ląd przez Murzyna po przymusowej kąpieli.