— Pan przecie wie!
Parsknęła udanym śmiechem. Raptownie umilkła i mówiła jednym tchem:
— Dopóki żyje ów Żyd, nie mogę przecież wrócić!
— A on żyje, niestety.
— Pan wie, że żyje?
— Wiem. Ale jest ta pociecha, że on będzie milczał, dopóki ja żyję.
Ewa znowu zachichotała niemądrze — i rzekła:
— Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
— Moja łaska nie jeździ na pstrym koniu.
— Doprawdy? A gdybym też tak zażądała dowodu, że ów Żyd nigdy nie przemówi... To jest, że on się nie dowie, gdzie ja jestem, co ja jestem za jedna?