— Cóż teraz ze mną będzie?

Blady uśmieszek i obojętne słowo:

— Wkrótce będzie nasz ślub.

— „Nasz ślub”!

— No, mój ślub z nim.

— Więc nie pojedziesz ze mną do Ameryki?

— Do Ameryki! Skądże znowu taki pomysł... Muszę przecie wszystko rozważyć, roztrząsnąć...

Poprawiła się na swym krześle i zwróciła na Szczerbica oczy uprzejme, jakby obydwoje byli na raucie i prowadzili miły, flirtowy dialog. On siedział wciąż na ziemi przytłuczony razami słów.

Mówiła kokieteryjnie, ze skromnością spuszczając oczy:

— Ile razy narzeczony... opierał się na mnie, wierz mi, zawsze myślałam o tobie.