Wirem gnało obiedwie łodzie, trzaskające się wzajem bokami.
Krzyk obydwu rybaków stał się obłąkany i głupi, gdy widzieli, iże giną.
Ale starszy wiekiem i w rzemiośle rybackiem zmacał i ujął przecie w sobie twarde męstwo.
Począł młodszemu rozkazywać.
Zakrzyknął: — wodę — korczakiem!
Rzucił się młodszy do korczaków i szufli wylewnych.
Oburącz począł wodę z łodzi nazewnątrz wymiatać.
Krzyże jego zginały się po tysiąc razy, szybciej niż biegnie słowo opisu, ręce w szaleństwie wylewały wodę z głębi.
Starszy czynił tosamo w swojej łodzi.
Słychać było w ryku burzy sapanie obudwu i bezładne słowa modlitewnego skamłania.