Będę bił niestrudzenie, aż rozwarte oczy wykuję, aż obuchem zwalę w puste piersi kamienne.
Uderzę samego siebie oczyma w martwe oczy i konającą dłonią pochwycę puste, kamienne piersi. —
Słyszy nad sobą znajomy głos:
— Udały...
Zadrżał w sobie, rzekomo ziemia, kiedy ma ogień z głębiny wyrzucić, zakipiał, jako morze od wichru. Głos... Podniesie oczy.
Nad nim Mściw z puszczy. Twarz Mściwa mądra, zimna, posępna.
Rzecze:
— Przychodzę cię nawiedzić, Udały Walgierzu.
— Witaj, gościu, co godność moją pamiętasz.
— Bogowie z tobą!