— Muszę ci wytłumaczyć, Cezary, że panna Szarłatowiczówna, tu obecna Karolina — takie imię chrzestne — a no, trudno! — defekt — utraciła dobra swe ziemskie na Ukrainie, skoro tylko bolszewicy się narodzili. Była bowiem na pensji w Warszawie, uczyła się geografii, algebry — tak! — i stylistyki, kiedy jej dobra zabierano. Teraz zarabia na kawałek chleba. Karolina Szarłatowiczówna kury maca w Nawłoci.
— Twoje kury, wielki magnacie!
— Jest to przenośnia, właśnie stylistyczna — wmieszał się do rozmowy młody księżulo — jest to pars pro toto201. Karolcia zajmuje się nie tylko kurami...
— Ale i gęsiami... — dorzucił Hipolit.
— O, zaraz gęsiami, gęsiami!... — gorszył się młody księżyk.
— A czyż się nie zajmuje gęsiami, krowami, cielętami, źrebiętami?... Stęskniłem się za nią, mój drogi pomidorze202. Nieraz — Cezary świadkiem! — leżąc w rowie zaczynam marzyć i wyrażam słownie marzenie wewnętrzne: — napiszę list do Karoliny Szarłatowiczówny, herbu Rogala. Zapytam jej, czy kury dobrze się niosą?
— A szczęście, żeś tego listu nie wysłał, bo byłabym ci odpisała! No!
— No! Z takimi błędami ortograficznymi, że pała! Pała z minusem! Zresztą na Ukrainie to nie raziło. Któż by tam o polską ortografię... Boże drogi! Tam przecie wsio po russki...203
— Widzę ze smutkiem, że braciszek nie daje pani przyjść do słowa... — rzekł Cezary.
— Poczciwe to z kościami, dobre, jak kotlet z marchewką, ale musiał pan przecie, leżąc z nim po rowach, zauważyć... Biedny, biedny chłopczyna...