Ruszyli naprzód w ciemny park. Po kilku chwilach Baryka rzekł:

— Niech się pani okryje moim płaszczem. Mam płaszcz na ramionach.

— Nie. Dziękuję.

— Proszę się okryć.

— Dziękuję panu!

— Może to nie wypada, żeby pani okrywała się moim płaszczem?

— Bo i pewnie. Pierwszy raz pana widzę w życiu i już mam chodzić w pańskim płaszczu. Zresztą to nie po chrześcijańsku: pan by zmókł.

— A więc postąpmy po chrześcijańsku, z zachowaniem najdoskonalszych przepisów towarzyskich.

— No?

— Okryjmy się nim obydwoje.