— Nie powinno mi być źle. Jest mi raczej dobrze. Ale byłam jedynaczką w bogatym domu, przeznaczoną i wychowaną do zbytków, a teraz muszę obsługiwać cudzy zbytek.

— Przecież nie cudzy.

— Tak — nie cudzy.

— Pani ma bliższą rodzinę?

— Tych oto tutaj, krewnych mego ojca.

— Ale najbliższa rodzina?

— Najbliższa zginęła od bolszewików.

— Jak to? Wszyscy?

— Matka umarła w Warszawie z wyczerpania sił, w ciężkiej biedzie. Ojciec szczęśliwszy, bo zaraz po wyjściu z więzienia w Kijowie.

— A pod względem materialnym? Przepraszam panią, że o to się pytam.