Czemu w studni woda dudni
No to wom opowiem teraz, cego to dudni woda w studni. Było to dáwno, dáwno, ji nawet jak pytałam, dzie1, to ludzie nie wiedzieli, dzie sie to działo. A ze sie dziáło, to mówio, że na pewno tak było, bo do dziś dniá w kużdy studni woda dudni.
Był gdowiec2, dobry, uczciwy, i miał swoje córke Hanusię, tako dobro dziewcyne i pracowito. Ale mu radzili wszyscy, żeby na stare lata som nie ostawioł, a bo córka se chłopa jakiego nájdzie3, a pódzie z domu, a on bedzie jak sirota. A un rozumiał, co to sirota, bo ciéńgiem4 go serce bolało, ze to jego dziécko sirotom jest. I ożenił sie z gdowom, jesce dosyć młodom, któro mia[ł]a5 swoje córke Zośke. Oj, cóz, ojciec widział, że źle zrobił, bo matka — macocha, matka Zośki — to ino norobiała jego Hanusiom, gnała jo do roboty od rana do wiecora, a Zośka to ino sie stroiła i przed lusterkiem stoła, a na ojcyma ino o piniądze pysk darła.
A przysła cięzko zima, lody skuły ziemie, trza było do studnie na plac taki gminny chodzić, tam wszyscy chodzili z cały okolicy. A ze każdy, jag6 nabieroł wode, troske rozloł, to ta rosły te lody do góry ko[ł]o ty cymbrowiny, już prawie były równe z cymbrowiną. Jak któregosi dnia Hanka miała iść po wodę, to ojciéc sié ulitowáł, a kłopotu nie chciáł robić, gadá do swoji kobity:
— Ta byś posłała ji Zośke, zeby choć jo przytrzymała, zeby, broń Boże, sie nie pośliznéła i do ty studnie nie wpadła!
No to baba mówi:
— A to jidź, Zośka!
A Zośka wszystko już przemyślała przez droge, co ojciéc gadoł. Hanka ledwo wiadro zacéna do studni puszcza[ć], a ona jo pchła7 i Hanka poleciała do studni. A ona z krzykiem przyleciała do chałupy:
— A bo Hania wpadła do studni! Nie dałam rady jo złapać! Co sie stało!
Starśnie ojciec bidny rozpáczoł. Co dziéń chodził som po wode do studni, a jag wode nabiroł, to płakoł, że łzy ino kap-kap-kap leciały do ty studni.