A co było z Hanusiom, to já wom to wyprzedze i powiém wum wceśnij. Ona to potem ojcu uopowiada[ł]a. A ona léciała, léciała, i naroz złapała sie cégusik8 i stanęła na taki półce w ty studnie. Patrzy, jakisi dźwirza, jakisi skobelek. Otworzyła, a tam tako jag długo siéń, zacyna tom sieniom iść, a tam zamiast ciemnij, to coroz jaśni. Myśli:
— O, to nawet dobrze, bo sie nie utopie, tylko kasi wyjde.
Ale wesła na komnaty, a w tych komnatach prześlicne meble, i taki siwiusińki pan siedzi, na biélusińko ubrany, w biélusińkim żupánie, broda prawie do saméj ziémi. I mówi:
— O! A kto tu przyszedł! Ja tak dobrze nié widze. Przydźta bliży, dziecko!
Podeszła.
— Kto ty jezdéś?
— A jo jestem Hanusia.
— Jak twoji matce?
— A, moi matce Marysia, ale moja matka nié żyje, jo mom jinno macoche.
— Tak, mosz macoche? No to tobie sia ta do domu nie śpieszy, dziécko, nie śpieszy.