— Ale jo mom ojca. Tak bym chcia[ł]a do mojego ojca do domu.
A stary pedzioł tak:
— Bedziész mi tu służyć. Mász mi tu wszysko sprzuntać, jak ci káże. I musisz mi znaléźć dwanaścée guzików od mojego żupana, bo mi sie kajsi odpruły, rozleciały. Jag mi zbierzesz te dwanaście perłowych guzików, to ci dobrze zapłace i cie wyśle do ojca.
Hanusia sprzuntała, szukała, na kolanach chodziła pod wszystkie sprzęty — nigdzie guzików pana nie było. Któregosi casu przechodziła i ujrzała te droge, ten korytorz na te studnie i poszła tam. I mówi:
— Ta bodajze bym sie utopiła była…
A tu naroz kap! — coś kapło. Wystawiła rękę, złapała kropelke, a ta kropelka zminiła sie w perłowy guzicek. Z radościom przyléciała i mówi tymu siwému panu:
— Nalazłam! Jedén guzicek.
— No to sie staráj o więcy.
Ona co dziéń sprzątała, usługiwała i chodziła co dzień, ale nie zawdy udało ji sie złapáć te kropelke, choć cięgiem kapały, cięgiem kapały, nié wiédziała, co. Cięgiem myśla[ł]a o ojcu. Ale zebrała dwanaścié guzicków. Jak zebrała tych dwanaście guzicków, tén pán mówi:
— Masz haw9 dziecko kluce — to jest twoja zapłata ody mnie. Tym kluczém otworzysz te dźwi tam po prawy stronie i wszystkie jinne dźwi bedu dlo ciebie otwarte. Ale tako obdarto, jag jezdeś, to nié pódziesz.