O przytułku „Skarb Matki”
Był kiejsi na ty górze tam od Cudca1 taki przytułek lo2 bidnych ludzi, co sie nazywáł „Skárb Matki”. Dziwili sie ludzie, skąd takie nazwanie, a moja babka opowiadali tako legende, że w tym miejscu to był klośtor, a obok klaśtora był taki kasztel obronny3. I w tym kasztelu mieszkali rycerze ze swojemi żonami, z dzieciami, z rodzinami.
Jag4 była jakosi wojacka z Turkami, zginął jeden z rycerzy, ostawił swoje babe5 i dziécko. Kastelan sie ulitowáł, nie odprawił jo, ty[l]ko jo ostawił przy dworze jako służebno. I dziecko sie tam chowało. [U]Ona pracowała, to przędła z babami, to szła w pole do siana — co ji kazali, żeby jino mieć życie jakie takie i tego swojego syna wychować. I żeby przy dworze ostáł ji recerki6, jak ojciec, sie naucuł:
— Bo to jedyny mój skarb w życiu, já nic droższego nad niego ni mom.
A jag wiecorami siedzieli we dworze, przędli cy tam jako inszo robote robiły baby, se opowiadały rózne godki. A między innymi opowiadały o tym, że w pańskim lesie, tam koło tych łąk wielgich, jest pono zakopany ogromny skarb. Ale jesce nikt go nie naloz. Może ji nakoz, bo było wielu takich, co sie tam wybrało, ale nigdy nie wrócili i nie pedzieli, czy naleźli co, czy nie naleźli. Ale ten skárb można tyko o jedym dzień w roku nalyź, bo tylko w największy dzień, w samo południe, tén skarb sie otwirá i te wszyskie tam złota, skarby, sié wietrzo, suszo sie. O, matka nie roz Jáśkowi, swojemu tému synáckowi też powtárzała te gádke. Jag pośli jenego razu właśnie tam, tam właśnie na te łąki suszyć siana, ona tam przerwáca to siano, a Jasiek sie tam bawił, ona pozira[ł]a7 okiem, co on robi. Naroz poleciało dziecko do lasu! Matka woła:
— Jasiek! Jasiek!
A, o, jego jakby co opętało, pogonił w las, matka za nim, już go miała złapać, a on wpod do dziury. Wpod do dziury, no to:
— Jasiek! — woła. — Jasiek!
A on:
— Tu jestem, mamusiu, tu jestem! — na to on.