— Wiele rzeczy — odparł Norbert, śmiejąc się do rozpuku — na przykład pochylić się wstecz.
Julian ruszył ostrym kłusem. Znaleźli się na placu Ludwika XVI.
— Ej, młody śmiałku — rzekł Norbert — za dużo tu powozów i w dodatku prowadzonych przez wariatów! Skoro spadniesz, przejadą bez ceremonii po tobie; nie zechcą kaleczyć pyska koniowi, osadzając go na miejscu.
Dwadzieścia razy Julian omal że nie spadł; ale ostatecznie zakończyło się bez wypadku. Za powrotem młody hrabia rzekł do siostry:
— Przedstawiam ci tęgiego chwata.
Przy obiedzie, mówiąc do ojca przez cały stół, Norbert chwalił odwagę Juliana; to było wszystko, co można było pochwalić w jego sposobie dosiadania konia. Młody hrabia słyszał z rana, jak masztalerze opowiadali w dziedzińcu o upadku sekretarza, drwiąc sobie nielitościwie.
Mimo tylu objawów łaskawości Julian uczuł się niebawem zupełnie osamotniony wśród tej rodziny. Wszystkie zwyczaje wydawały mu się dziwne, co chwila popełniał omyłki będące uciechą lokajów.
Ksiądz Pirard odjechał do swej parafii. „Jeśli Julian jest słabą trzciną — myślał — niech zginie; jeśli jest tęgim człowiekiem, niech sobie sam daje radę”.
XXXV. Pałac de la Mole
Co on tu robi? Czyżby mu się tu podobało? Czyżby on starał się tu podobać?