— W istocie, stara się być piękną za wszelką cenę. Patrz, patrz na ten luby uśmiech, z jakim tańczy w kontredansie swoje solo. Na honor, to nieopłacone!

— Panna de la Mole czuje doskonale swój triumf, ale umie nad nim panować. Rzekłbyś, że boi się podobać temu, z kim rozmawia.

— Brawo! To wysoka szkoła.

Julian czynił daremne wysiłki, aby ujrzeć tę czarującą kobietę; gromadka wyższych od niego mężczyzn zasłaniała mu widok.

— Wiele jest kokieterii w tym szlachetnym umiarkowaniu — podjął młodzian z wąsikami.

— A te wielkie, niebieskie oczy, które się opuszczają tak wolno w chwili, gdy tuż, tuż, miały się zdradzić — dodał sąsiad — Na honor, bardzo sprytnie!

— Patrz, jak piękna Fourmont wygląda przy niej pospolicie — rzekł trzeci.

— Ten skromny wyraz oczu mówi: „Ileż uroków rozwinęłabym dla pana, gdybyś był godny mnie!”

— A kto może być godny boskiej Matyldy? — rzekł pierwszy. — Jakiś panujący książę, piękny, rozumny, przystojny, bohaterski i mający nie więcej niż dwadzieścia lat.

— Syn naturalny cara rosyjskiego... któremu, na intencję tego małżeństwa wykrojono by jakie księstwo, albo po prostu hrabia de Thaler ze swą miną przebranego parobka..