Ani taniec, ani chęć podobania się jednemu z najprzystojniejszych mężczyzn na Dworze, nic nie zdołało rozerwać Matyldy. Budziła same zachwyty, była królową, widziała to, ale było jej to obojętne.

„Jakże czcze życie wiodłabym z człowiekiem takim jak Croisenois! — mówiła sobie, gdy ją odprowadzał na miejsce w godzinę później... — Gdzież znajdę przyjemność — dodała smutnie — jeżeli po pół roku nieobecności, nie znajduję jej na balu, budzącym zazdrość wszystkich kobiet w Paryżu? Otaczają mnie hołdy najwykwintniejszego towarzystwa. Z miasta jest tutaj zaledwie kilku parów i może paru Julianów. A mimo to — dodała z rosnącym smutkiem — los mi dał wszystko: ród, majątek, młodość, wszystko, wyjąwszy szczęście!

Najwątpliwsze54 jeszcze z moich zalet, to te, o których mówiono mi cały wieczór. Inteligencja, wierzę; wyraźnie boją mnie się wszyscy. Skoro odważę się puścić na temat serio, po pięciu minutach rozmowy dobijają zdyszani, jakby robiąc wielkie odkrycie, do rzeczy, którą powtarzam im od godziny. Jestem piękna, mam ten talizman, za który pani de Staël byłaby oddała wszystko, a mimo to faktem jest, że umieram z nudów. Czemuż miałabym się mniej nudzić, zmieniwszy swoje nazwisko na tytuł margrabiego de Croisenois?

Boże! — dodała niemal bliska płaczu — czyż to nie jest człowiek doskonały? To arcydzieło hodowli naszego wieku; nie można nań spojrzeć, aby natychmiast nie znalazł na zawołanie czegoś miłego, dowcipnego; jest odważny... Szczególny jest ten Sorel — pomyślała i wyraz nudy w jej oczach ustąpił podrażnieniu. — Oznajmiłam mu, że życzę sobie z nim mówić i nie raczy się pojawić!”

XXXIX. Bal

Przepych toalet, blask świec, woń perfum; tyle pięknych ramion, biustów; bukiety, upajające melodie Rossiniego, malowidła Ciceri! Głowę tracę!

Podróże Uzerlego.

— Jesteś nie w humorze — rzekła margrabina do córki — ostrzegam cię, że to nieładnie wygląda na balu.

— Głowa mnie po prostu boli — odparła Matylda ze wzgardliwą minką — za gorąco tu.

W tej chwili, jakby dla usprawiedliwienia słów panny de la Mole, stary baron de Tolly zasłabł i zemdlał; trzeba go było wynieść. Przypuszczano apopleksję, niemiły wypadek.