To niedyskretne pytanie, raniąc Juliana głęboko, wtrąciło go z powrotem w niepoczytalność:
— Czy Danton dobrze zrobił, że kradł? — rzekł gwałtownie z coraz dzikszym wyrazem. — Czy rewolucjoniści w Piemoncie, w Hiszpanii powinni byli wciągnąć lud do zbrodni? Oddać ludziom, nawet niegodnym, rangi, ordery? Czy ludzie, którzy by przywdziali te ordery, nie musieliby się lękać powrotu króla? Czy należało wydać skarb w Turynie na grabież? Słowem, pani — rzekł, zbliżając się ze straszną twarzą — czy człowiek, który chce wygnać z siebie głupotę, zbrodnię, powinien przejść jak burza i zadawać ciosy na oślep?
Matylda zlękła się, nie mogła wytrzymać jego spojrzenia, cofnęła się. Popatrzyła nań chwilę; następnie, wstydząc się swego lęku, lekkim krokiem wyszła z pokoju.
XL. Królowa Małgorzata
Miłości, w jakimż szaleństwie każesz nam znajdować rozkosz?
Listy zakonnicy portugalskiej.
Julian odczytał listy; rozległ się dzwon na obiad. „Jakiż ja musiałem się wydać śmieszny tej lalce! — myślał — cóż za szaleństwo mówić jej szczerze to, o czym myślałem. Ba, może nie takie szaleństwo. W tej chwili szczerość była kwestią godności”.
Po cóż zresztą pytała o rzeczy poufne! To była niedyskrecja, brak taktu. Moje poglądy na Dantona nie wchodzą w zakres świadczeń, za które jej ojciec mi płaci.
Kiedy Julian wszedł do jadalni, wyrwała go z dumań żałobna suknia panny de la Mole; uderzyła go tym więcej, iż nikt z rodziny nie był ubrany na czarno.
Po obiedzie uczuł, że egzaltacja, w której spędził cały dzień, minęła zupełnie. Szczęściem był tego dnia na obiedzie ów łacinnik, członek Akademii.