„Ten może najmniej będzie sobie drwił ze mnie — pomyślał Julian — jeśli, jak przypuszczam, pytanie moje o żałobę panny de la Mole okaże się głupstwem”.

Matylda spoglądała nań dziwnie. „Oto zalotność kobiet wielkiego świata, jak mi je odmalowała pani de Rênal — myślał Julian. — Byłem opryskliwy dziś rano, nie uległem jej kaprysowi, kiedy miała chętkę do rozmowy. Nabrałem ceny w jej oczach. Ale to wróci, wróci, jej arystokratyczna pycha potrafi znaleźć odwet. Ha, niech próbuje. Cóż za różnica z tą, którą straciłem! Co za urocza naturalność! Co za prostota! Znałem jej każdą myśl wcześniej niż ona sama; czytałem w jej duszy. W sercu jej walczyła przeciw mnie jedynie obawa śmierci którego z dzieci; zrozumiałe i naturalne przywiązanie, sympatyczne nawet dla mnie, który przez nie cierpiałem. Byłem głupiec. Rojenia moje o Paryżu nie pozwoliły mi ocenić tej wzniosłej kobiety. Cóż za różnica, wielki Boże! A tutaj, co? Oschła i wyniosła próżność, wszystkie odcienie miłości własnej i nic więcej”.

Ruszono od stołu. „Nie dajmy nikomu zagarnąć pana akademika” — myślał Julian. Zbliżył się doń, gdy wszyscy przechodzili do ogrodu, przybrał słodką i pokorną minę i jął wtórować jego oburzeniom na powodzenie Hernaniego.

— Gdybyśmy żyli w czasach Bastylii!... — rzekł.

— Wówczas nie odważyłby się! — wykrzyknął akademik z gestem godnym Talmy.

Patrząc na jakiś kwiat, Julian przytoczył parę słów z Georgik Wergilego, wykrzykując, że nic nie dorówna wierszom księdza Delille. Słowem, przymilał się akademikowi na wszystkie sposoby; po czym odezwał się najobojętniej:

— Widać panna de la Mole dostała spadek po jakim wuju i dlatego nosi żałobę.

— Jak to! Należysz pan do tego domu — rzekł akademik, przystając — i nie znasz jej dziwactwa? W istocie, dziwi mnie, że matka pozwala na to; ale, mówiąc między nami, siła charakteru nie należy do głównych cnót w tym pałacu. Panna de la Mole góruje nad innymi w tym względzie i wodzi wszystkich na pasku. To dziś 30 kwietnia! — tu akademik zatrzymał się, spoglądając na Juliana z wiele mówiącą miną. Julian uśmiechnął się dwuznacznie.

„Co może być za związek między wodzeniem na pasku, czarną suknią a 30 kwietnia?” — pytał w duchu. Muszę być jeszcze tępszy niż mniemałem.

— Przyznam się... — rzekł do akademika wciąż pytająco.