Wszystko to jeszcze nic, lęk Matyldy miał inne przyczyny. Zapominając o wadze tej zbrodni wobec świata, o plamie haniebnej i nie do zmycia — obrażała bowiem swoją kastę — Matylda gotowała się pisać do człowieka innego zgoła typu niż panowie de Croisenois, de Luz, de Caylus. Głębia i tajemniczość Juliana mogły przerażać nawet w zwykłych stosunkach. A ona miała zeń zrobić swego kochanka, swego pana może!

„Jakież będą jego uroszczenia, jeśli kiedykolwiek będzie miał władzę nade mną! Więc dobrze, powiem sobie jak Medea: Wśród tylu niebezpieczeństw zostałam sobie JA.

Julian nie ma żadnego szacunku dla urodzenia — tak przypuszczała. — Co więcej, może zupełnie mnie nie kocha!”

W końcu, wśród tych straszliwych niepewności, uczuła nagły przypływ kobiecej dumy. „Wszystko powinno być niezwykłe w życiu istoty takiej jak ja!” — wykrzyknęła zniecierpliwiona. Duma, którą wszczepiano jej od dzieciństwa, walczyła z cnotą. W tej chwili doszedł jej wiadomości wyjazd Juliana i ten przyspieszył wszystko.

(Takie charaktery są na szczęście bardzo rzadkie).

Wieczorem, bardzo późno Julian wpadł na chytry pomysł, aby kazać znieść do odźwiernego ciężką walizę; do pomocy wezwał lokaja zalecającego się do pokojówki. „To może nie zdać się na nic — myślał — ale jeśli się powiedzie, panna będzie myślała żem wyjechał”. Usnął bardzo rad ze swego konceptu. Matylda nie zmrużyła oka.

Nazajutrz wczesnym rankiem Julian wyszedł niepostrzeżenie z pałacu, ale wrócił przed ósmą.

Ledwie się znalazł w bibliotece, panna de la Mole zjawiła się w progu. Oddał jej odpowiedź. Uważał, że powinien do niej przemówić; była przynajmniej wyborna sposobność; ale panna nie chciała słuchać; wyszła, Julian był uszczęśliwiony, nie wiedziałby, co mówić.

„Jeśli to wszystko nie jest zabawką ułożoną z hrabią Norbertem, jasne jest, że to mój oziębły wzrok rozpalił pocieszną miłość w tej arystokratycznej pannie. Byłbym skończony dudek, gdybym sobie dał zawrócić w głowie tej jasnowłosej lali”.

Pod wpływem tych rozważań Julian stał się jeszcze chłodniejszy i bardziej wyrachowany niż wprzódy.