„W bitwie, która się gotuje — dodał — duma będzie niby wyniosły pagórek stanowiący jej obronną pozycję. Na tym terenie trzeba manewrować. Źle zrobiłem, zostając w Paryżu; ta zwłoka poniża mnie i wystawia na sztych, jeśli to wszystko jest tylko grą. Jakimż niebezpieczeństwem groził ten wyjazd? Ja sobie drwiłem z nich, jeśli oni drwili ze mnie! A jeżeli jej sympatia jest szczera, pomnożyłbym ją tym stokrotnie”.
List panny de la Mole dostarczył próżności Juliana tak żywych wzruszeń, że ciesząc się tym, co się stało, zapomniał rozważyć korzyści wyjazdu.
Nieszczęściem jego charakteru było to, że był zbyt wrażliwy na własne błędy. Ta omyłka podrażniła go bardzo; nie myślał już prawie o nieprawdopodobnym triumfie, który poprzedził tę drobną chybę, kiedy około dziewiątej panna zjawiła się w progu, rzuciła mu list i uciekła.
— Zdaje się, że to będzie romans w listach — rzekł, podnosząc list. — Nieprzyjaciel robi fałszywy ruch, oszańcuję się oziębłością i cnotą.
Matylda prosiła go o stanowczą odpowiedź; list jej miał akcent bólu, który pomnażał radość Juliana. Zrobił sobie tę przyjemność, aby przez dwie stronice wodzić w ciemnościach osoby, które chciałyby zeń sobie zadrwić, po czym, również dla żartu, oznajmił pod koniec, że wyjazd postanowiony jest na jutro.
— W ogrodzie znajdę sposobność doręczenia jej listu” — pomyślał; i udał się do ogrodu. Spojrzał w okno panny de la Mole.
Pokój jej znajdował się obok apartamentów matki, na pierwszym piętrze, ale nad antresolą. Piętro było tak wysokie, że kiedy Julian przechadzał się z listem w ręku w alei, panna de la Mole nie mogła dojrzeć z okna. Strzyżone sklepienie lip zasłaniało widok. „Ech! — rzekł Julian podrażniony — nowa nieostrożność! Jeśli postanowiono zadrwić sobie ze mnie, wówczas pokazując się z listem w ręku, wspomagam plany wrogów”.
Pokój Norberta znajdował się tuż nad pokojem siostry; gdyby Julian wychylił się spod lip, hrabia i jego przyjaciele mogliby śledzić wszystkie jego ruchy.
Panna ukazała się za szybą; wsunął list; ona spuściła głowę. Natychmiast Julian wrócił pędem do siebie; przypadkowo spotkał na schodach piękną Matyldę, która pochwyciła jego list z zupełną swobodą i z roześmianymi oczami.
„Ileż uczucia było w oczach biednej pani de Rênal — pomyślał Julian — kiedy nawet po pół roku romansu, odważyła się przyjąć list ode mnie! W życiu swoim, jak sądzę, nie popatrzyła na mnie tak wesoło”.