Nie sformułował równie jasno dalszych refleksji: czy wstydził się może błahości pobudek? „Ale też co za różnica — dodawała jego myśl — ten wykwint rannej sukienki, ta wytworność obejścia!” Widząc pannę de la Mole światowy człowiek odgadłby na trzydzieści kroków sferę, do której należy. To się nazywa wartość oczywista!
Żartując tak Julian nie przyznawał się jeszcze przed sobą do całej swej myśli: pani de Rênal nie miała sposobności poświęcenia dlań margrabiego de Croisenois. Rywalem jego był jedynie ów ohydny podprefekt Charcot, który przezwał się de Maugiron, ponieważ Maugironów już nie ma.
O piątej Julian otrzymał list trzeci; rzucono mu go pod drzwi. Panna znowu uciekła. „Cóż za mania pisania! — pomyślał, śmiejąc się — kiedy można tak wygodnie rozmawiać! Nieprzyjaciel chce mieć moje listy, to jasne, i to w większej ilości”.
Nie śpieszył się z otwarciem. „Znowu frazesy” — pomyślał; ale czytając, pobladł. Było tylko kilka wierszy.
„Pragnę rozmówić się z panem; muszę z panem mówić dziś wieczór; proszę być w ogrodzie z uderzeniem pierwszej po północy. Znajdzie pan koło studni drabinę ogrodową; niech pan ją przystawi do okna i wejdzie. Będzie dziś księżyc, mniejsza o to”.
XLV. Czy spisek?
Ha! Jakże okrutny jest czas między powzięciem wielkiego zamysłu a wykonaniem! Ileż lęków! Ile niepewności! Chodzi o życie. — Chodzi o więcej, o honor!
Schiller.
„To zaczyna być poważne — myślał Julian... — i nieco zbyt wyraźne — dodał po zastanowieniu. Jak to! ta piękna panna może ze mną mówić w bibliotece z najzupełniejszą, Bogu dzięki, swobodą; margrabia w obawie, bym mu nie pokazał rachunków, nie zagląda tam nigdy. Jak to! Pan de la Mole i hrabia Norbert, jedyne osoby, które tu zachodzą, są prawie cały dzień za domem, można z łatwością wiedzieć, kiedy wracają, i oto wyniosła Matylda, dla której ręka udzielnego księcia nie byłaby zbyt szlachetna, chce, abym popełnił najobrzydliwszą nieostrożność!
To jasne, chcą mnie zgubić lub co najmniej zadrwić ze mnie. Zrazu chcieli mnie zgubić przez moje listy; okazały się zbyt ostrożne; trzeba im czynu jaśniejszego niż dzień. Ci piękni panicze mają zbyt wysokie pojęcie o mej głupocie lub próżności. Tam do licha, w najpiękniejszą noc księżycową piąć się dwadzieścia pięć stóp na pierwsze piętro! Wszyscy będą mieli czas mnie oglądać, nawet z sąsiedztwa. Ładnie będę wyglądał na tej drabinie!”