Julian udał się do siebie i pogwizdując, zaczął pakować walizę. Zdecydowany był jechać, nawet nie odpowiadając.

Ale to roztropne postanowienie nie wróciło mu spokoju. „Gdyby przypadkiem — rzekł nagle do siebie — Matylda działała z dobrą wiarą! Wówczas odegrałbym rolę skończonego tchórza. Ja nie jestem urodzony, trzeba mi tęgich przymiotów, płatnych gotówką, nie na kredyt czyjejś życzliwości, trzeba czynów!”

Kwadrans bił się z myślami. „Na co przeczyć? — rzekł wreszcie — będę w jej oczach tchórzem. Tracę nie tylko najświetniejszą ozdobę arystokracji, jak o niej mówiono na balu, prócz tego, boską przyjemność zwycięstwa nad margrabią de Croisenois, synem księcia, dziedzicem jego mitry. Uroczy młodzian, posiadający wszystkie przymioty, których mnie zbywa: dowcip, urodzenie, majątek...

Wyrzut ten ścigałby mnie całe życie; nie z powodu niej, tyle jest ładnych kobiet...

...Lecz honor jest jeden!

powiada stary don Diego. Otóż tutaj, jasno i wyraźnie cofam się przed pierwszym niebezpieczeństwem, które się nastręcza; pojedynek z panem de Beauvoisis to był żart! Tu sprawa zupełnie inna. Mogę być ustrzelony przez lokaja, ale to najmniejsza: mogę być zniesławiony!”

— To zaczyna być poważne, mój chłopcze — dodał wesoło, przedrzeźniając gaskoński akcent. — Tu idzie o honor. Nigdy biedaczyna rzucony przez los równie jak ja nie odnajdzie takiej sposobności; będę miał sukcesy, ale ot, pokątne...

Zastanawiał się długo, przechadzał się szybkim krokiem, zatrzymując się od czasu do czasu. W pokoju znajdował się marmurowy biust kardynała Richelieu, na który mimo woli Julian zwracał spojrzenie. Biust ten zdawał się nań patrzeć surowo, jak gdyby wyrzucając mu brak odwagi, będącej rasowym obowiązkiem Francuza. „Za twoich czasów, wielki człowieku, czyżbym się wahał?”

— W najgorszym razie — rzekł wreszcie — przypuśćmy, że to pułapka, jest ona bardzo szpetna i bardzo kompromitująca dla młodej panny. Wiedzą, że nie jestem człowiek, który by zmilczał. Trzeba mnie będzie tedy zgładzić. To byłoby dobre w 1574, za Bonifacego de la Mole, ale dzisiejszy la Mole nie odważyłby się na to. To już nie ci ludzie. Panna de la Mole budzi tyle zawiści! Czterysta salonów głosiłoby jutro jej hańbę i z jaką uciechą!

Lokaje szepcą już o szczególnych względach, których jestem przedmiotem; wiem, słyszałem...