LI. Sekretne zlecenie
Wszystko, co opowiadam, widziałem: i jeśli mogłem się łudzić, patrząc, z pewnością nie oszukuję was, powiadając wam o tym.
List do autora.
Margrabia wezwał Juliana: pan de la Mole zdawał się odmłodzony, oczy mu błyszczały.
— Musimy trochę spróbować twej pamięci — rzekł do Juliana. — Powiadają o niej cuda. Czy mógłbyś się nauczyć na pamięć czterech stronic i wyrecytować je w Londynie, ale nie zmieniając ani słowa?
Margrabia miął gniewnie świeży numer „Quotidienne”; próżno silił się pokryć bardzo poważny wyraz twarzy, jakiego Julian nie widział u niego nigdy, nawet kiedy była mowa o procesie z księdzem Frilair.
Julian miał już na tyle sprytu, aby zrozumieć, że powinien podjąć bez zdziwienia lekki ton margrabiego.
— Ten numer „Quotidienne” nie jest może zbyt zabawny, ale jeśli pan margrabia pozwoli, jutro rano będę miał zaszczyt powtórzyć go w całości.
— Jak to! Nawet ogłoszenia?
— Najdokładniej, nie zbraknie ani słówka.