„Co robić? — powiadał sobie Julian, gdy pan de la Mole czytał ten list — gdzie leży primo mój obowiązek, secundo mój interes? Dług wdzięczności wobec margrabiego jest olbrzymi; bez niego byłbym jedynie podrzędnym hultajem, nie dosyć zaś hultajem, aby nie być przedmiotem nienawiści i prześladowania innych. Zrobił ze mnie światowca. Moje nieodzowne hultajstwa będą primo rzadsze, secundo mniej nikczemne. To więcej, niż gdyby mi dał milion. Zawdzięczam mu też ten krzyż i pozór dyplomatycznych usług, które wyrywają mnie z tłumu.
Gdyby wziął w rękę pióro, aby rozporządzić mym postępowaniem, co by napisał?...”
Dumania Juliana przerwało nagle zjawienie się lokaja.
— Margrabia wzywa pana natychmiast, jak pan stoi. Niech pan uważa, jest strasznie wzburzony — dodał ciszej służący, idąc obok Juliana.
LXIII. Piekło słabości
Szlifując ten diament, niezręczny jubiler pozbawił go paru najżywszych iskierek. W średnich wiekach, co mówię? jeszcze za Richelieugo. Francuz umiał chcieć.
Mirabeau
Julian zastał margrabiego w furii: może pierwszy raz w życiu ten wielki pan wypadł z dobrego tonu; obsypał Juliana stekiem obelg. Bohater nasz był ogłuszony, zniecierpliwiony, ale nie zdołało to zachwiać jego wdzięczności. Ileż pięknych projektów, od dawna pieszczonych w duszy, biedny człowiek grzebie w jednej chwili. Ale trzeba mu coś odpowiedzieć, milczenie rozjątrzyłoby go tym bardziej. Odpowiedź zaczerpnął Julian z roli Tartufa.
— Nie jestem aniołem... Służyłem dobrze, pan margrabia opłacał mnie hojnie... Byłem wdzięczny, ale mam dwadzieścia dwa lata.... W tym domu dusza moja spotkała się ze zrozumieniem jedynie u ciebie, panie, i u tej uroczej istoty...
— Niegodziwcze! — wykrzyknął margrabia. — Urocza! Urocza! W dniu, w którym wydała ci się urocza, powinieneś był uciekać.