Dozorca, olbrzym wysoki na sześć stóp, cofnął się ku drzwiom przestraszony. Julian ujrzał, że obrał złą drogę; usiadł i rzucił panu Noiroud ludwika.

W miarę jak opowiadanie tego człowieka upewniało Juliana, że rana pani de Rênal nie jest śmiertelna, uczuł, iż łzy napływają mu do oczu.

— Wyjdź stąd! — rzekł szorstko.

Dozorca usłuchał.

— Wielki Boże! Żyje! — wykrzyknął Julian, skoro drzwi się zawarły; i upadł na kolana, płacząc gorącymi łzami.

W tej uroczystej chwili odzyskał wiarę. Cóż znaczą komedie księży? Czyż mogą ująć co z prawdy i wzniosłości mieszczących się w pojęciach Bóstwa?

Wówczas dopiero Julian zaczął żałować popełnionej zbrodni. Równocześnie — okoliczność, która obroniła go od rozpaczy — w tej chwili dopiero ustał stan fizycznego podrażnienia, jak gdyby szaleństwa, w jakim był pogrążony od wyjazdu z Paryża.

Łzy jego miały szlachetne źródło, nie wątpił ani na chwilę, że go skażą.

— Więc będzie żyła! — powiadał sobie. — Będzie żyła, aby mi przebaczyć i kochać mnie...

Nazajutrz, kiedy go dozorca zbudził, było bardzo późno.