Z uderzeniem drugiej dał się słyszeć wielki ruch. Drzwi się otwarły. Baron de Valenod sunął poważnym teatralnym krokiem na przedzie, za nim przysięgli. Zakaszlał, po czym oświadczył, iż w duszy i sumieniu przysięgli orzekli jednogłośnie, że Julian Sorel winien jest morderstwa i to morderstwa z rozmysłem: orzeczenie to pociągało za sobą karę śmierci, którą też ogłoszono w chwilę później. Julian spojrzał na zegarek i przypomniał sobie pana de Lavalette; był kwadrans na trzecią. „To dziś piątek” — pomyślał.

„Tak, ale to jest dzień szczęśliwy dla Valenoda, który mnie skazał na śmierć... Zbyt pilnie jestem strzeżony, aby Matylda mogła mnie ocalić, jak pani de Lavalette... Tak więc za trzy dni o tej godzinie, będę wiedział, czego się trzymać co do Wielkiego Być Może67.

Naraz usłyszał krzyk, który go przywołał do spraw tego świata. Kobiety dokoła niego szlochały; ujrzał, że wszystkie twarze zwracają się ku lóżce umieszczonej w kapitelu gotyckiego pilastru. Dowiedział się później, że znajdowała się tam Matylda. Ponieważ krzyk się nie powtórzył, wszyscy zaczęli na nowo przyglądać się Julianowi, któremu żandarmi torowali drogę w tłumie.

„Starajmy się nie dać przyczyny do śmiechu temu obwiesiowi Valenod — pomyślał Julian. — Z jaką obleśną i stroskaną miną wygłosił oświadczenie, które pociąga za sobą karę śmierci! Gdy ten poczciwy prezydent, mimo że jest sędzią od tylu lat, miał łzy w oczach, skazując mnie. Cóż za radość dla Valenoda pomścić się za dawne współzawodnictwo o panią de Rênal!... Nie ujrzę jej tedy! Stało się... Ostatnie pożegnanie niemożliwe jest między nami, czuję to... Jakże byłbym szczęśliwy, gdybym mógł jej wyrazić cały żal za swą zbrodnię!...

Tylko te słowa: «Uważam, że mnie skazano słusznie»”.

LXXII.

Odprowadziwszy Juliana do więzienia, zawiedziono go do celi przeznaczonej dla skazanych na śmierć. On, który zazwyczaj zauważył najdrobniesze okoliczności, nie spostrzegł, że nie prowadzą go z powrotem na wieżę. Myślał o tym, co by powiedziała pani de Rênal, gdyby przed ostateczną chwilą miał ją ujrzeć. Przypuszczał, żeby mu przerwała, chciał tedy od pierwszego słowa odmalować jej cały swój żal. „Po takim postępku, jak ją przekonać, że ją jedynie kocham? Bo ostatecznie chciałem ją zabić przez ambicję lub przez miłość do Matyldy”.

Kładąc się, uczuł, że prześcieradło jest z grubego płótna. Z oczu spadło mu bielmo. „Aha, jestem w kaźni — pomyślał — skazany na śmierć. Słusznie...

Hrabia Altamira opowiadał mi, iż w wilię śmierci Danton powiadał swym grubym głosem: «To szczególne słowo gilotynować nie odmienia się we wszystkich czasach; można rzec: będę zgilotynowany, będziesz zgilotynowany, ale nie mówi się: byłem zgilotynowany».

Czemu nie — podjął Julian — jeśli jest przyszłe życie... Na honor, jeżeli tam znajdę Boga chrześcijan, przepadłem: jest to despota przejęty myślą o zemście; jego Biblia prawi jeno o straszliwych karach. Nigdy go nie kochałem, nie chciałem nawet wierzyć, aby go ktoś kochał szczerze. Jest bez litości — (przypomniał sobie ustępy z Biblii). — Ukarze mnie w okropny sposób.