— Racz mi pani przebaczyć.

— Jeśli chcesz, abym ci przebaczyła — rzekła wstając i rzucając mu się w objęcia — wnieś odwołanie od wyroku.

Julian okrywał ją pocałunkami.

— Będziesz mnie odwiedzała co dzień przez te dwa miesiące?

— Przysięgam ci! Co dzień, chyba, że mąż mi zabroni.

— Podpisuję! — wykrzyknął Julian. — Jak to! przebaczasz mi! czy podobna!

Tulił ją w ramionach, szalał. Wydała cichy okrzyk.

— To nic — rzekła — uraziłeś mnie.

— W ramię — wykrzyknął Julian, zalewając się łzami. Odsunął się nieco i okrywał jej ręce palącymi całunkami. — Kto by mi to powiedział, ostatni raz, kiedy cię widziałem w twojej sypialni W Verrières?

— Kto by mi był powiedział wówczas, że napiszę do pana de la Mole ten bezecny list?