Czy aria Tra quattro muri śpiewana przez panią Festa podoba mi się jako znak czy przez swą istotną wartość?
Per te ogni mese un pajo z Pretendenti delusi nie czaruje mnie jako znak?
Tak, godzę się na znak co do tych dwóch, toteż nie zachwalałem ich nigdy jako arcydzieł. Ale nie wierzę zgoła w znak dla Matrimonio segreto słyszanego sześćdziesiąt albo sto razy w „Odeonie” z panią Barilli; czy to było w 1803, czy w 1810?
To pewna, żadne opera d’inchiostro, żaden utwór literacki nie sprawia mi przyjemności równie żywej jak Don Juan.
Czternasty arkusz nowego wydania de Brosses’a, czytany świeżo w styczniu 1836, zbliżał się wszakże do tego bardzo.
Wielkim dowodem mojej pasji do muzyki jest to, że opera komiczna Feydeau irytuje mnie.
Mając do rozporządzenia lożę mojej kuzynki, pani de Longueville, nie mogłem wytrzymać więcej niż pół przedstawienia. Bywam w tym teatrze raz na dwa albo na trzy lata, zmożony ciekawością, i wychodzę w połowie drugiego aktu, jak ten wicehrabia, który „obrażony wychodził z drugiego aktu107”, i potem mam humor popsuty na cały wieczór.
Opera (francuska) irytowała mnie jeszcze bardziej do 1830, a zupełnie mi się nie podobała w 1833 z Nourritem i panią Damoreau.
Rozpisałem się, bo zawsze się jest złym sędzią własnych gustów lub namiętności, zwłaszcza kiedy te gusty są w dobrym tonie. Nie ma młodego fircyka w Faoubourg Sain-Germain (jak pan de Blancmesnil na przykład), który by nie twierdził, że szaleje za muzyką. Ja nienawidzę wszystkiego, co jest romancą francuską. Słuchając Panserona wpadam w szał, zaczynam nienawidzić tego, co kocham namiętnie.
Dobra muzyka każe mi marzyć z rozkoszą o tym, co wypełnia moje serce w danej chwili. Stąd rozkoszne momenty, jakie przeżyłem w La Scali od 1814 do 1821.