Rozdział XXXIX

To było nic mieszkać u pana Daru, trzeba było tam jadać, co mnie nudziło śmiertelnie.

Kuchnia paryska nie podobała mi się prawie tak samo jak brak gór, prawdopodobnie z tej samej przyczyny. Nie wiedziałem, co to jest brak pieniędzy. Z tych dwóch powodów nic nie było mi równie uprzykrzone, jak te obiady w szczupłym mieszkaniu pana Daru.

Jak wspomniałem, znajdowało się ono nad bramą wjazdową.

W tym salonie i w tej jadalni cierpiałem okrutnie, przechodząc kurs owego wychowania przez obcych, od którego rodzina mnie tak roztropnie uchroniła.

Styl grzeczny, ceremonialny, dopełniający skrupulatnie wszystkich form — jeszcze dziś mrozi mnie i zamyka mi usta. Niech się jeszcze domiesza do tego ton religijny i deklamacja o wielkich zasadach moralnych — jestem trup.

Można osądzić działanie tej trucizny w styczniu 1800, kiedy padła na organy jeszcze zupełnie świeże, wchłaniające każdą jej kropelkę z niezwykłą wrażliwością.

Przybywałem do salonu o wpół do szóstej; tam drżałem na myśl, że trzeba mi będzie podać rękę pannie Zofii albo pani Cambon, albo pani Le Brun, albo wreszcie samej pani Daru, aby ją poprowadzić do stołu.

(Pani Cambon zgasła powoli, trawiona jakąś chorobą, która już wtedy barwiła żółto jej cerę. Pani Le Brun jest w 1836 r. margrabiną de [Grave]; podobnie panna Zofia jest dziś panią de Baure. Straciliśmy już dawno starszych państwa Daru. Panna Pulcheria Le Brun jest w 1836 margrabiną de Brossard. Panowie Piotr i Marcjal Daru nie żyją. Piotr zmarł około 1829 r., Marcjal dwa albo trzy lata wcześniej. Pani Le Brun — pani margrabina de Grave (były minister wojny108).)

Przy stole nie było ani jednego dania, które by mi sprawiło przyjemność. Kuchnia paryska nie smakowała mi strasznie i jeszcze mi nie smakuje po tylu latach. Ale ta przykrość była niczym w moim wieku; odczuwałem ją wszak i wówczas, kiedy mogłem iść do restauracji.