Zjawa
Księżyc smutniał. Rój łzawych serafinów1 cichy
Śniąc, z smykiem w dłoni, w kwiatów ukojne kielichy —
Dymiące mgłą — snuł mrące, wiolinowe tony
Białych łkań, poprzez płatków błękitne korony...
Było święto pierwszego twego pocałunku.
A myśl, ma dręczycielka, w balsamicznym trunku
Smutków pławiła serce na sen tajemniczy:
Aby nawet bez żalu, bez łez, bez goryczy
Ostawiło2 zerwany sen — że go zerwało.