Że ten deszcz nie zamieni mu w pustkowie błotne

Rozdroża, kędy będzie szukał drogi swej...

Rolnik z błyszczącym pługiem na odłogi sunie,

Poddając kark znużony miłościwym dżdżom,

Pod którymi kiełkują szczeciniaste runie2,

A chory, kołysany deszczową piosenką,

Poprzez otwarte okno wpatrzon3 het za dom —

Czuje, że dusza w piersi mu wstaje — podzięką.

Oto błogosławiony, dobry, boży deszcz,

Który odświeża czoło znużone włóczęgi.