Pewnego dnia rzekł:
— Starasz się jeszcze bardziej niż przedtem. Jeśli tak będzie dalej, to zostaniesz moją najlepszą uczennicą. A jeżeli to stłuczenie krzyża tak cię motywuje do nauki, zdałby się taki wypadek kilku innym panienkom.
Kasia roześmiała się, ale pomimo lekcji i pana Bergera, pomimo wysiłku, żeby być wesoła i zajęta, ta druga zima cięższa była od pierwszej. Często tak bywa u chorych osób; na początku podtrzymuje je jakieś podniecenie, ale gdy miesiące miną i wszystko stanie się starą historią, gdy jeden dzień następuje po drugim, a wszystkie do siebie podobne i wszystkie męczące — odwaga łatwo upada i ogarnia nuda. Wioska wydawała się Kasi tak daleka, daleka! Często mówiła w duchu: „Chciałabym, żeby się coś przydarzyło” i coś miało się przydarzyć, ale nie zgadywała co.
— Kasiu — rzekła Józia, wchodząc pewnego dnia w listopadzie do jej pokoju. — Czy nie wiesz, gdzie jest kamfora? Ciotkę Izę głowa tak boli.
— Nie wiem, ale poczekaj, Józiu, zdaje mi się, że Dorota przychodziła po nią w tym tygodniu, poszukaj w jej pokoju, to może znajdziesz.
„Jakie to dziwne! — myślała po odejściu Józi. — Nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby ciotkę Izę bolała głowa”.
— Jak się ma ciotka? — zapytała ojca, gdy przyszedł w południe.
— Sam nie wiem, ma trochę gorączki i przykry ból głowy. Powiedziałem jej, żeby leżała spokojnie i nie próbowała podnieść się wieczorem. Stara Marianna przyjdzie cię rozebrać, Kasiu. Nie zależy ci na tym, prawda, moja droga?
— Nie — odrzekła Kasia z przymusem, ale zależało jej, bo ciotka Iza tak dobrze znała jej potrzeby i wymagania, iż nikt jej nie umiał tak dogodzić.
— Tak dziwnie jest uczyć się każdego drobiazgu — odezwała się do Józi dosyć szorstko.