Żadnej z nich nie przyszło na myśl, że ciotka Iza może nigdy nie wyzdrowieje. Dzieci skłonne są myśleć, że dorosłe osoby są tak silne, że nie może im się nic przytrafić.
Kasia była bardziej niespokojna, lecz nie rozumiała jeszcze niebezpieczeństwa, było to więc dla niej nagłym i gwałtownym ciosem, gdy obudziwszy się pewnego ranka, spostrzegła, że stara Marianna płacze po cichu przy jej łóżku, zakrywając oczy fartuszkiem. Ciotka Iza umarła w nocy!
Daremne były wszystkie ich dobre, pełne skruchy, myśli o niej — zamiary przypodobania się, słuchania jej życzeń i oszczędzania trosk. Po raz pierwszy te trzy dziewczynki, szlochając w swoich objęciach, zrozumiały, jak życzliwa im była ciotka Iza. Jej męczące obejście poszło w zapomnienie, pamiętały tylko, ile dobrego im świadczyła od samego ich dzieciństwa. Jakże im było żal, że ją dręczyły i w ostrych słowach mówiły o niej między sobą. Ale na nic się zdało to ubolewanie!
„Cóż my będziemy robić bez ciotki Izy?” — myślała Kasia, płacząc wieczorem przed uśnięciem. To pytanie ciągle ją prześladowało, gdy odbył się pogrzeb, a dzieci wróciły od pani Hall i zaczęły żyć po swojemu.
Przez kilka dni prawie wcale nie widywała ojca. Józia mówiła jej, że się wydaje bardzo zmęczony i rzadko się odzywa.
— Czy papa jadł coś na obiad? — spytała Kasia pewnego popołudnia.
— Niewiele: mówił, że nie głodny, a chłopiec pani Jackson przyszedł po niego, zanim skończyliśmy jeść.
— O mój Boże! — westchnęła Kasia. — Mam nadzieję, że on przynajmniej nie zachoruje. Jaki deszcz pada! Józiu, chciałabym, żebyś zbiegła na dół i przyniosła pantofle papy do wygrzania przy ogniu. Poproś także Dorotę o grzanki z masłem do herbaty, papa lubi grzanki z masłem.
Po herbacie doktor Carr poszedł na górę, żeby posiedzieć trochę w pokoju Kasi. Często mu się to zdarzało, ale po śmierci ciotki Izy dopiero pierwszy raz.
Kasia spoglądała na niego niespokojnie. Zdawało jej się, że postarzał się w ostatnich czasach i miał tak smutną twarz, że aż ją serce bolało. Pragnęła uczynić coś dla niego, a nie mogąc nic innego, roznieciła przynajmniej ogień, żeby się jaśniej palił, potem wzięła rękę ojca i uścisnęła mile. Nie było to wiele zapewne, ale sprawiła mu przyjemność.