— Co robiłaś cały dzień? — zapytał.
— Nic wielkiego: uczyłam się rano francuskiego, a po szkole Elżbietka i Joasia przyszły tu z robotą, oto wszystko.
— Myślałem nad tym, jak sobie poradzimy z prowadzeniem domu — rzekł doktor Carr. — Ma się rozumieć, że trzeba zatrudnić kogoś, ale niełatwo znaleźć odpowiednią osobę. Pani Hall wie o jakiejś, która mogłaby się nadać, lecz wyjechała właśnie na zachód i dopiero za tydzień lub dwa możemy mieć od niej wiadomość. Czy sądzisz, że możecie tak pozostać kilkanaście dni?
— Ach, papo! — wykrzyknęła Kasia ze smutkiem. — Czy koniecznie musimy mieć kogoś obcego?
— Jakże byś chciała inaczej? Józia jest za młoda na gospodynię, zresztą cały dzień jest w szkole.
— Nie wiem, bo nigdy o tym nie myślałam — rzekła Kasia z zakłopotaniem.
Ale odtąd zajmowało to jej umysł cały wieczór i rano, gdy się tylko przebudziła.
— Papo! — odezwała się, będąc z nim sam na sam. — Myślałam o tym, co mówiłeś wczoraj wieczorem, wiesz, o przyjęciu kogoś do prowadzenia domu i chciałabym, żebyś tego nie robił. Pozwól, żebym ja spróbowała: doprawdy zdaje mi się, że poradzę sobie.
— Ale jakże? — zapytał doktor Carr bardzo zadziwiony. — Nie widzę sposobu. Gdybyś miała zdrowie i siły, może, ale nawet wówczas byłabyś za młoda na takie obowiązki.
— Za dwa tygodnie skończę czternaście lat — rzekła, prostując się, o ile tylko mogła w fotelu. — Zresztą gdybym była zdrowa, chodziłabym do szkoły, a tym samym nie mogłabym się tego podjąć. Po całodziennym rozmyślaniu ułożyłam sobie taki plan: Dorota i Brygida są u nas od tak dawna, że doskonale poznały sposób gospodarowania ciotki Izy, a tak dobre z nich kobiety, że tylko niekiedy trzeba powiedzieć im słówko. Dlaczego więc nie mogłyby do mnie przychodzić w razie potrzeby, żebym ja nie schodziła na doł? Józia i stara Marianna będą doglądać i pilnować, czy wszystko dobrze idzie, a papa wybaczy, jeżeli z początku pójdzie trochę krzywo, nieprawda? Bo wszakże ja się będę ciągle przyuczała. Pozwól mi spróbować! Doprawdy będzie mi tak miło mieć się czym zająć, gdy siedzę tu sama. I okaże się to daleko lepsze niż wprowadzanie obcej osoby nieznającej naszych dzieci ani całego domu. Jestem pewna, że mnie to uczyni szczęśliwszą. Proszę cię, papo, powiedz: „dobrze”, proszę cię!