— To za wiele dla ciebie, za wiele! — odparł doktor Carr, ale niełatwo było oprzeć się prośbom Kasi. Po chwili rzekł zatem:

— Możesz spróbować, moja droga, chociaż wątpię o skutku tej próby. Powiem pani Hall, żeby poczekała miesiąc z napisaniem do tej osoby, a potem zobaczymy.

— Biedne dziecko! Niech cokolwiek robi, aby się tylko oderwała od myśli o sobie — szeptał, schodząc ze schodów — za miesiąc chętnie się tego wyrzeknie.

Ale pomylił się, gdyż po upływie miesiąca Kasia pragnęła próbować dalej; powiedział więc:

— Bardzo dobrze, możemy próbować do wiosny.

Było to mniej trudne dzieło, niż sobie wyobrażał: Kasia miała dużo wolnego czasu do myślenia nad każdą rzeczą, a dzieci siedziały w szkole cały dzień — mogła więc urządzać sobie godziny według planu i trzymać się ich stale, a to jest wielką pomocą dla gospodyni.

Przy tym służące tak się wciągnęły w regularne i punktualne rządy panny Izy, że się zdawało, iż gospodarstwo samo idzie. Kasia słusznie mówiła, że dosyć im powiedzieć niekiedy słówko.

Zaraz po śniadaniu, po umyciu i wyniesieniu naczyń, Dorota przywiązywała czysty fartuszek i szła na górę po rozkazy. Z początku bardzo to bawiło Kasię, ale gdy już zadysponowała niejeden obiad, zaczęło ją to męczyć. Dotąd widywała potrawy już gotowe, nie mając zatem doświadczenia, nie umiała ich urozmaicać.

— Niech no sobie przypomnę: pieczeń wołowa, udo baranie, potrawa z kurcząt. Doroto, może lepiej, żebyś upiekła kurczęta. Ach Boże! Żeby też ktoś wymyślił nowe zwierzę! Nie mogę pojąć, gdzie się podziały wszystkie rzeczy do jedzenia!

Posyłała po książki z przepisami, jakie tylko były w domu i przerzucała je godzinami, w końcu tak straciła apetyt, jakby po przełknięciu dwudziestu obiadów. Biedna Dorota nauczyła się lękać tych książek. Stała przy drzwiach, wykrzywiając swą poczciwą, czerwoną twarz, podczas gdy Kasia czytała głośno kolejny niepraktyczny przepis.