Zawiązując kapelusz, rzekła:

— Dobrze wypoczęłam i doszłam do siebie. Czy któreś z dzieci nie odwiedzi mnie w najbliższych dniach? Ty zwłaszcza sprawiłabyś mi największą przyjemność, nie każda dziewczynka umiałaby tak mieć staranie o tłustą i starą kobietę i dać jej takie wygody jak ty Kasiu. Chciałabym, żeby ciotka mogła cię widzieć teraz, byłaby zadowolona, wiem dobrze.

Te słowa jakoś mile zabrzmiały w uszach Kasi.

— Ach, nie śmiejcie się z niej — rzekła, gdy dzieci późnym wieczorem przyszły na górę po wypiciu herbaty w uporządkowanym już jadalnym pokoju, a Cesia także przyłączyła się do nich, ubrana w piękny szal z różowo-białego batystu78. — Nie śmiejcie się z niej — mówiła Kasia — to prawdziwie dobra staruszka, nie lubię, gdy z niej żartujecie. Ona temu niewinna, że jest tłusta, zresztą wiecie, że ją kochała ciotka Iza, więc ze względu na nią okazujmy względy jej przyjaciółce. Przykro mi było, gdy przyszła, ale teraz już jestem zadowolona.

— Przyjemnie jest, gdy coś przestaje dolegać — odezwała się figlarnie Elżbietka, a Cesia szepnęła do Józi:.

— Jakaż Kasia słodka!

— Nieprawdaż? Chciałabym w połowie być tak dobra. Myślę sobie czasami, że mi będzie szczerze przykro, jeżeli kiedyś wyzdrowieje. Taką jest pieszczotką naszą, gdy tu siedzi w fotelu, że nie byłoby tak miło widzieć ją gdzie indziej. Wiem, że to szkaradnie z mojej strony, zresztą nie przypuszczam, żeby się zmieniła i stała nieznośna, rażąca, jak inne dziewczęta, gdyby nawet odzyskała zdrowie.

— Ma się rozumieć, że nie — odparła Cesia.

Rozdział trzynasty. Na koniec

Jakieś sześć tygodni póżniej, kiedy Józia i Elżbietka były zajęte pewnego dnia na dole, przestraszył je gwałtowny dzwonek Kasi — obie pobiegły dowiedzieć się, czego potrzebuje.