Kasia wiedziała, że ojciec ma słuszność, więc była ostrożna, chociaż okazało się to niełatwe, bo nowe życie krążyło w każdym członku.

Postęp był powolny, zupełnie jak przepowiadał doktor Carr. Z początku mogła stać tylko kilka sekund, potem minutę, potem pięć minut, trzymając się mocno fotela. Następnie odważyła się puścić fotel i stać sama. Po niejakim czasie stawiała po jednym kroku, pchając fotel przed sobą jak dziecko uczące się chodzić. Józia i Elżbietka czuwały nad nią jak troskliwe mateczki. Było to zabawne i budziło pewne politowanie, gdy wysoka Kasia szła wolnym i niepewnym krokiem, a niższe od niej siostry postępowały za nią w roli opiekunek. Ale Kasia nie widziała w tym nic śmiesznego ani godnego litości, dla niej było to po prostu rozkoszą — najmilszą rzeczą w świecie. Nigdy jednoroczne niemowlę nie było tak dumne ze swych pierwszych kroków jak ona. Stopniowo wzrastała w niej odwaga i puszczała się śmielszym lotem. Józia, wbiegłszy raz na górę do swego pokoju, stanęła zdumiona, widząc, że Kasia tam siedzi rozpalona, drżąca, lecz zadowolona ze sprawionej niespodzianki.

— Widzisz — tłumaczyła się jej — ogarnęła mnie żądza odkryć. Od tak dawna nic nie widziałam prócz mego pokoju! Ależ, mój Boże! Jaka ta sień długa. Będę musiała dobrze wypocząć, zanim pójdę do siebie.

Odpoczęła dobrze, ale mimo tego bardzo była zmęczona nazajutrz. Jednakże nie zaszkodziła jej ta próba, po upływie dwóch czy trzech tygodni mogła chodzić po całym drugim piętrze.

Te wycieczki sprawiały jej tak wielką uciechę jak zajmująca książka, bo obserwowała różne zmiany i wszystko ją dziwiło.

— Henrysiu, jaką masz ładną półkę do książek! Kiedy ją kupiłeś?

— Tę starą? Już ją mam od dwóch lat, czy ci nie wspominałem?

— Może być, ale jej nie widziałam, więc nie zrobiła na mnie wrażenia.

Pod koniec sierpnia czuła się tak wzmocniona, że chciała zejść ze schodów, ale ojciec powiedział:

— Zaczekaj jeszcze, zmęczyłoby cię to znacznie bardziej niż chodzenie po równej drodze, lepiej odłóż to do czasu, kiedy będziesz zupełnie pewna swej nogi.