I jadły.
Te wiersze stanowiły cząstkę wielkiego projektu, nad którym Józia z Elżbietką pracowały przeszło rok. Był to nowy układ Pisma Świętego dla dzieci, który chciały wydrukować, dać czerwoną okładkę z fotografiami obu autorek i z tytułem: Poetyczna Biblia dla młodzieży.
Gdy przyszła kolej na Henrysia, pozwolono mu wybrać utwór do wygłoszenia, co okazało się niefortunne: miał on bowiem dziwny, raczej ponury gust. Tym razem zadeklamował wesoły hymn, zaczynający się od tych słów:
Słuchajcie z grobów żałosnego głosu.
Wypowiedział to głosem grobowym i dramatycznym, cmokając przy tym ustami:
Książęta, ten proch będzie waszym łożem,
Pomimo waszej wielkości.
Starsze dzieci słuchały z jakąś osłupiałą trwogą. Przyjemnie im było czuć zimne dreszcze na plecach, przysuwały się do siebie coraz bardziej, gdy głuche tony Henrysia odbijały echem w ciemnych kątach spichrza. Jednakże na Filipku zrobiło to zbyt silne wrażenie — przy końcu wiersza cały tonął we łzach.
— Ja tu nie chcę zostać dłużej i słuchać jęków! — wołał, szlochając.
— Ach ty niegodziwy43 chłopcze! — rzekła Kasia, tym bardziej rozgniewana, że jej samej się to podobało. — Widzisz, co narobiły twoje straszne hymny, które nas wszystkich trwożą śmiertelnie, a Filipka pobudzają do płaczu! — dała Henrysiowi szturchańca, ten zaczął szlochać, a ponieważ Filipek jeszcze płakał, Joasia także rozpłynęła się we łzach przez współczucie: jednym słowem zdawało się, że smutny będzie koniec uczty w spichrzu.