— Córeczka doktora Carr — odrzekła Kasia, idąc prosto do łóżka. — Przyniosłam pani trochę kwiatów — i położyła bukiet na brudnej kołdrze.

Pani Spenser widocznie lubiła kwiaty, wzięła je do ręki i wąchała długi czas w milczeniu.

— Jakimże sposobem tu weszłaś? — rzekła na koniec.

— Drzwi były otwarte — bąknęła Kasia, zaczynając się dziwić swojej śmiałości. — Mówiono, że pani jest słaba, więc zdawało mi się, że dobrze zrobię, gdy przyjdę tu czasem.

— Dobra z ciebie dziewczynka — rzekła pani Spenser i pocałowała ją.

Odtąd co dzień Kasia tam bywała. Czasem chora wstała i przechadzała się powoli, ale częściej leżała w łóżku, a Kasia siedziała przy niej. Dom ten nigdy nie wyglądał lepiej niż pierwszego dnia, ale po niejakim czasie Kasia zaczęła przynajmniej czesać panią Spenser i obmywać jej twarz rogiem ręcznika.

Sądzę, że jej odwiedziny przynosiły pociechę biednej kobiecie, tak bardzo chorej i osamotnionej. Czasami, czując się zdrowsza, opowiadała Kasi swoje dzieje, o tym, jak będąc mała, mieszkała u rodziców, ale o panu Spenserze nie mówiła nigdy. Kasia widziała go raz tylko i taki ją strach ogarnął, że przez kilka dni nie miała odwagi wstąpić do ich domku. Nareszcie pewnego dnia Cesia oznajmiła, że widziała go odjeżdżającego dyliżansem z workiem podróżnym, ośmieliła się więc znowu odwiedzić panią Spenser, która wykrzyknęła, zobaczywszy ją:

— Myślałam, że już nigdy nie przyjdziesz!

Kasię ujęło48 to i ucieszyło, że się stała potrzebna, i odtąd nie opuściła ani jednego dnia. Zanosiła najpiękniejsze kwiaty, jakie mogła znaleźć, jeśli ktoś dał jej ładną brzoskwinię albo kilka winnych gron, to chowała je dla pani Spenser.

Ciotkę Izę niecierpliwiło to wszystko, ale doktor Carr nie chciał powstrzymywać Kasi i mówił, że w takich okolicznościach dorosłe osoby nie mogą nic uczynić, lecz jeżeli Kasia przynosi pociechę tej chorej pani, bardzo go to cieszy. Kasia także była uradowana i nie mniejsze wyciągała korzyści z tych odwiedzin od pani Spenser, bo żywe współczucie dla tej chorej kobiety czyniło ją tak łagodną i cierpliwą, jak nigdy.