Pewnego dnia wracając ze szkoły, zatrzymała się tam jak zwykle. Próbowała otworzyć boczne drzwi — zamknięte, tylne — również, nawet wszystkie żaluzje były pospuszczane, co ją bardzo zmieszało.

Gdy tak zakłopotana stała na podwórzu, jakaś kobieta wychyliła głowę z okna sąsiedniego domu, wołając:

— Na próżno49 się panna dobija, bo ci państwo wyjechali.

— Dokąd? — spytała Kasia.

— Nikt tego nie wie: ten pan wrócił dziś w nocy, a rano przed wschodem słońca sprowadził powóz przed drzwi, ułożył kufry, wsadził chorą panią i puścił się w drogę. Już niejeden dobijał się tu przed panienką, ale pan Pudgett zabrał klucz i nikt nie może wejść, póki się z nim nie zobaczy.

Aż nadto wiele było w tym prawdy: pani Spenser odjechała i Kasia nie zobaczyła jej więcej. Po kilku dniach wyszło na jaw, że pan Spenser był bardzo złym człowiekiem i robił fałszywe pieniądze — był fałszerzem — jak mówią dorosłe osoby. Policja poszukiwała go, żeby osadzić w więzieniu, i z tego powodu wrócił tak śpiesznie i zabrał swą biedną, chorą żonę. Ciotka Iza płakała ze wstydu, że Kasia bywała w domu fałszerza, ale pan Carr mówił ze śmiechem, że nie przypuszcza, żeby ten rodzaj zbrodni udzielał się, a co się tyczy pani Spenser, to była bardzo godna litości. Ciotka Iza nie mogła jednak dojść do siebie po tym upokorzeniu, a nawet w napadach złego humoru często wznawiała tę starą historię, o której już prawie wszyscy zapomnieli, i tylko Henryś z Joasią bawili się w „pana Spensera prowadzonego do więzienia”. Przez długi czas było to ich ulubioną rozrywką.

Kasia z żalem zawsze słuchała niechętnych słów ciotki o jej chorej przyjaciółce i dlatego ze łzami w oczach, z ponurą twarzą przyszła do Imogeny Clark, czekającej na nią w bramie.

— Ach, pewnie twoja arystokratyczna ciotka odmówiła? — zawołała Imogena, chwytając ją za rękę.

Panna Clark, która nazywała się tak naprawdę Elżbieta, była to dosyć ładna dziewczynka: miała przekrzywione ckliwie usta, błyszczące, ciemne włosy i okrągłe dwa loczki na skroniach. Te loczki musiały być przylepione, bo się nigdy nie poruszały, chociaż się śmiała lub kręciła głową. Z natury była wesoła, ale czytanie romansów przewróciło jej zupełnie w głowie. Po części to właśnie czyniło ją tak ponętną dla Kasi, która przepadała za powieściami i Imogenę uważała za prawdziwą bohaterkę romansu.

— O nie, bynajmniej — odrzekła Kasia z trudnością, wstrzymując się od śmiechu na tę myśl, że ciotkę Izę nazwano arystokratyczną krewną.